Kto nie myślał o wakacjach w Toskanii niech podniesie rękę! Toskania to często synonim wymarzonego urlopu w sielskiej krainie, gdzie życie toczy się zupełnie innym rytmem. Również w nas Toskania wzbudzała dodatkowe emocje. Dlatego postanowiliśmy nie zwlekać i odwiedzić ten osławiony, włoski region.
Polecieliśmy z Modlina do Pizy, tam wynajęliśmy auto i udaliśmy się na włoską prowincję do wcześniej zarezerwowanej, typowej toskańskiej willi z basenem (co prawda nie cała willa była „nasza”, ale oprócz nas i naszych współtowarzyszy podróży nie było w niej innych gości). Kamienne mury budynku otoczonego starymi drzewami sprawiały, że mimo upału na zewnątrz, w domu panował idealny chłodek.
Mieliśmy kilka z góry wytypowanych miejsc, które chcieliśmy odwiedzić, a przemieszczając się pomiędzy nimi docieraliśmy do tych, których nie było na liście, a które okazywały się perełkami. Zresztą już samo przemieszczanie się wśród toskańskich krajobrazów było ogromną przyjemnością!
Lukka, Gaiole in Chianti, Siena
Zwiedzanie Toskanii rozpoczęliśmy od miejscowości Lukka. Miasto to zostało założone ponad 2 tysiące lat temu przez Etrusków, a do dziś zachowało układ urbanistyczny z czasów rzymskich. Na zdjęciu jeden z największych zabytków Lukki - Kościół św. Michała Archanioła z XI wieku. Naszą uwagę zwróciła wspaniała romańska fasada z początku XII wieku.
W wielu elementach kościoła św. Michała widać wpływy orientalne, zwłaszcza Maurów. Na samym szczycie fasady umieszczono posąg archanioła Michała, który pokonał smoka. Niesamowite jest to, że przy całej bardzo burzliwej historii tego regionu, który w ostatnich kilkuset latach przechodził z rąk florenckich do austriackich, francuskich, wreszcie włoskich, a i druga wojna światowa też przewaliła się przez te tereny, przepiękny kościół pozostał nienaruszony.
Podczas naszego pobytu w Toskanii (lipiec 2017 roku) było niesamowicie gorąco. Potem okazało się, że pobito wówczas jakieś stuletnie rekordy temperatur. Było tak gorąco, że w trakcie dnia, zwłaszcza w miastach, po prostu nie szło wytrzymać. Tymczasem w Sienie było przyjemnie. Wysokie, często kamienne domy, w połączeniu z bardzo wąskimi uliczkami dawały nie tylko dużo cienia, ale też taki przyjemny chłodek.
Piazza del Campo - główny plac Sieny, sfotografowany z wysokiej wieży Torre del Mangia. Plac ten jest szeroko znany z wyścigów... koni. Wyścigi te są elementów festynu Il Palio - odbywa się on dwa razy w roku i jest swego rodzaju rywalizację pomiędzy przedstawicielami siedemnastu dzielnic Sieny. Kulminacją tego festynu jest wspomniany wyścig koni, rozgrywany na dystansie trzech okrążeń wokół placu.
Piękna gotycka katedra z XIII wieku to kolejny bardzo ważny zabytek Sieny. Co ciekawe, w XIV wieku rozpoczęto rozbudowę tego kościoła i gdyby plany zostały zrealizowane, byłby to największy ówczesny kościół na świecie. Niestety, rozbudowa została zarzucona na dość wczesnym etapie z powodu wspomnianej już wcześniej zarazy.
Florencja, Castello di Brolio, San Gusme
Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że do zwiedzania Florencji nie przygotowaliśmy się zbyt dobrze, co niestety wpłynęło na nasze ogólne wrażenia z tego miasta. Po przyjeździe do Florencji okazało się, że znalezienie miejsca parkingowego w sensownej granicy od centrum graniczy z cudem. Ponadto wjazd do centrum Florencji objęty jest poważnymi ograniczeniami, oznakowanie tej strefy pozostawia nieco do życzenia, a kary za wjazd bez pozwolenia są pokaźne. Do tego straszliwe korki, południowy chaos, no pierwsze wrażenie nie było najlepsze :). Ale gdy już zaparkowaliśmy, i poszliśmy do centrum, to budowle robiły wrażenie - na zdjęciu Baptysterium Jana Chrzciciela, najstarszy budynek na placu San Giovanni (datowany na IV-VI wiek, potem przebudowywany).
Rzeka ta wydaje się spokojna i leniwa, ale potrafi też być groźna. W 1966 roku poziom wody podniósł się tak bardzo, że woda wlała się na most Ponte Vecchio i porwała wyroby jubilerskie ze sklepów zlokalizowanych na moście. Miejscowa ludność ponoć bardzo gorliwie szukała w następnych dniach zagubionych kosztowności.
A wracając do słabych wrażeń, to na samym moście był taki tłum, że ledwo dało się przejść. O jakimkolwiek spokojnym rozejrzeniu się czy zrobieniu zdjęcia nie było mowy. Raczej trzeba było uważać, żeby przypadkiem nie zgubić latorośli. A sam most Złotników to już czwarty most zbudowany w tym miejscu (XIV wiek) i zarazem jest to jedyny most we Florencji, który przetrwał II wojnę światową. Pozostałe zostały wysadzone przez Niemców, a Ponte Vecchio miał mnóstwo szczęścia - został zaminowany, ale Niemcy nie zdążyli go wysadzić.
Nie przejęliśmy się tym zbytnio - zwiedzimy zamek, a potem poszukamy zguby. Próbowaliśmy dotrzeć do ogrodów, ale wszystko było pozamykane na cztery spusty. Gdy wreszcie udało się spotkać kogoś z obsługi okazało się, że klucze do ogrodów ma tylko ogrodnik, którego aktualnie nie ma na miejscu i jeśli chcemy odzyskać czapkę, musimy przyjechać następnego dnia.
Bagni San Filippo
Pienza, San Gimignano, Piza
Pius II był także z innych względów bardzo ważną postacią dla Pienzy. Gdy został papieżem, zapragnął przebudować swoją rodzinną Pienzę w miasto idealne. Niestety, albo może stety, jego plany zrealizowano w niewielkiej części. Śmierć Piusa II zastopowała zmiany w mieście. Innym śladem po Piusie II w Pienzie jest bulla, która zakazała jakichkolwiek zmian czy modernizacji miejscowej katedry. A że bulla została wydana w 1462 roku, to katedra istnieje w niemal niezmienionej formie od ponad 500 lat.
San Gimignano to zagłębie fantastycznych lodziarni, dlatego też na dobry początek zaszliśmy do tej najbardziej renomowanej. Kupiliśmy lody, chcieliśmy sobie pstryknąć pamiątkową fotkę, a tu niespodziewanie objawił się taki mistrz drugiego planu. Małgosia nawet nie była świadoma pojawienia się na fotce tego pana. Gdy przeglądaliśmy wieczorem zdjęcia, bardzo się zdziwiła i szukając więcej informacji na temat tego miejsca odkryła, że owym przybłędą na zdjęciu jest sam Sergio Dondoli - lodowy mistrz świata! A lody były przepyszne!
... licznych wież, które budowano tu pomiędzy XIII a XV wiekiem. Czworokątne, kamienne wieże wznosili zamożniejsi mieszkańcy, a pełniły one dwojakie funkcje - po pierwsze obronne w razie napaści, a po drugie, może nawet ważniejsze, były one wyznacznikiem statusu danej rodziny. Im ważniejszy obywatel, tym wyższa i bardziej okazała była wieża.
Piza ma oczywiście jedno główne skojarzenie - Krzywa Wieża (Torre Pendente). Na początek spójrzmy, jaki jest widok z wieży. Przed nami Pole Cudów, plac, na którym są najcenniejsze zabytki Pizy. Bliżej mamy katedrę zbudowaną w latach 1063-1118, a za nią stoi baptysterium, będące mieszaniną stylów romańskiego, gotyku i renesansu. Dla ładnych zdjęć fantastyczną robotę robiła też żywo zielona trawa.
Oczywiście nie możemy nie pokazać zdjęcia słynnej Krzywej Wieży. Przechyliła się ona jeszcze w trakcie budowy, a potem przechylenie stawało się coraz bardziej widoczne i niebezpieczne. W 1990 roku podjęto nawet decyzję o zakazie wstępu do wieży z uwagi na groźbę zawalenia. Podjęto prace zmierzające do zmniejszenia przechyłu (ale w żadnym razie nie do całkowitego wyprostowania, bo wtedy przestałaby być taką atrakcją 🙂 ), co zakończyło się sukcesem i od 2001 roku znów można wieżę zwiedzać.
Jako że interesujemy się futbolem, zazwyczaj szukamy śladów piłkarskich w zwiedzanych miastach. Stąd też wypatrzyliśmy stadion Pisy, klubu raczej z drugiego, a nawet może trzeciego szeregu we Włoszech. Sam stadion z daleka też zbyt dobrego wrażenia nie robi - dziś w ten sposób już się stadionów nie buduje.
Nam Piza będzie się kojarzyć z jeszcze jedną rzeczą. Gdy przylecieliśmy do Pizy, była godzina 23. Musieliśmy tylko przemieścić się do pobliskiego miejsca noclegowego, a rano ruszyć na zwiedzanie Toskanii. Na dworze ciemno, ale powietrze było tak gorące, że aż przeszkadzało to w jakichkolwiek aktywnościach wymagających fizycznego wysiłku. Termometr pokazywał 38 stopni. W mieszkaniu, które na tę noc wynajęliśmy, było tak duszno, że wszystkie kołdry od razu poszły w kąt, a od samego leżenia w łóżku można się było spocić. Takiego ekstremum pogodowego jeszcze nie doświadczyliśmy.
Toskania jest często uważana za najbardziej atrakcyjny turystycznie region Włoch. Oczywiście trudno wydawać w tej kwestii autorytatywne sądy, bo choć w kilku innych miejscach Italii też byliśmy, to z pewnością jeszcze wiele ciekawych miejsc nam pozostało do zwiedzenia. Niemniej możemy potwierdzić, że jest to region piękny, różnorodny, oferujący bardzo wiele. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w miesiącach letnich zwłaszcza w największych miastach turystów jest zatrzęsienie.
W bardzo słonecznej Toskanii spędziliśmy 10 dni. Czy to wystarczy, żeby dogłębnie i spokojnie zwiedzić cały ten dość spory region? Raczej nie. Musieliśmy wybierać, co zobaczyć, a co odpuścić, tym bardziej, że upalna pogoda nieco ograniczała nasze plany.
Czy Toskania spełniła nasze dość wysokie oczekiwania? Tak, jest to piękny zakątek Italii, z wieloma fantastycznymi zabytkami, pięknymi miastami (choć najważniejsze z nich, Florencja, akurat nas nie zachwyciła), mnóstwem klimatycznych małych miasteczek, urzekającymi krajobrazami i świetnym jedzeniem. Jakoś tak się złożyło, że Włochy są krajem, który najczęściej odwiedzamy i możemy postawić odważną tezę, że jeśli mamy czas/fundusze na zwiedzenie tylko jednego regionu w Italii, to Toskania byłaby fantastycznym wyborem.