Ta krótka, jednodniowa wycieczka obejmuje tylko niewielki skrawek Podlasia, pomiędzy Hajnówką i Białowieżą. Muzeum Wsi w Narwi wybraliśmy po to, by posłuchać opowieści gospodarza tego muzeum, pana Mariana Święcickiego o życiu na tych terenach w przeszłości. Następnie odwiedziliśmy miejsca, które są charakterystyczne dla tego regionu. Jedyna prawosławna pustelnia w Polsce (co ciekawe, zupełnie nowa, bo z 2009 roku) i wycieczka po małych wioskach, w których zachowało się wiele drewnianych, pięknie zdobionych chat. A przy okazji zobaczyliśmy też kilka okolicznych cerkwi i kościołów.
Muzeum Wsi w Narwi
Drogi podlaskie są trochę inne od naszych, wielkopolskich. Przede wszystkim charakterystyczne są długie, a nawet bardzo długie proste. Czasem jest widok na 3-4 km przed siebie. Napisałbym też coś o jakości podlaskich dróg, ale ostatnio jechałem drogą Pobiedziska-Iwno i była ona w takim stanie, że drogi podlaskie były przy niej jak autostrady 😉.
Po drodze widzieliśmy dziesiątki bocianich gniazd, ale zdarzyło się też, że mogliśmy podziwiać lecącego bociana.
Pierwszym naszym celem na Podlasiu było Muzeum Wsi w miejscowości Narew. Obecnie to wieś z 1,5 tys. mieszkańców, ale przez kilka wieków było to miasto. W XIX wieku Narew stopniowo traciła na znaczeniu, czego skutkiem była utrata w 1934 roku praw miejskich.
Narew leży 20 km od Hajnówki i mniej więcej tyle samo od granicy z Białorusią.
Muzeum Wsi w Narwi. Głównym walorem tego miejsca były nie jakieś fantastyczne eksponaty, ale opowieści gospodarza i twórcy tego muzeum, pana Mariana Święckiego.
Do tego muzeum trzeba się telefonicznie umówić, po czym pan Marian oprowadza swoich gości, opowiadając różne ciekawe historie.
Mnie bardzo zaciekawiły widoczne u góry zdjęcia, autorstwa pana Mariana, który kiedyś był fotografem. Chłopaków interesowały sprzęty, czy to kuchenne, czy to rolnicze. Wiele razy słyszeliśmy teksty typu - o ja, ale kiedyś było słabo.
Fotografowie też kiedyś mieli gorzej niż obecnie 😉.
W kilku przypadkach chłopaki mieli za zadanie rozpoznać, do czego dany sprzęt służy. Czasem się domyślili, czasem nie.
Podlasie, zatem aparatury specjalistycznej nie mogło zabraknąć 🙂.
Tu z kolei misterna robota tkacka.
Kącik z mundurami i kolejne ciekawe historie opowiadane przez pana Mariana. Jeśli mnie pamięć nie myli, to widoczny na zdjęciu mundur nosił żołnierz radziecki, który na piechotę przeszedł z Mongolii do Polski, więc ten mundur trochę przeżył.
Noooo, jest i coś dla Adasia 🙂.
Najpierw pan Marian dał Adasiowi tę maczetę, a potem pozostało mu już tylko mówić "tylko ostrożnie, nie zrób sobie krzywdy" 🙂.
Pustelnia w Odrynkach, Kraina Otwartych Okiennic
Całościowo Muzeum Wsi będziemy wspominać dobrze, trochę liznęliśmy lokalnego kolorytu, posłuchaliśmy ciekawych opowieści, o to chodziło. Ale czas w drogę, w planach mieliśmy jeszcze inne atrakcje. Na moment zatrzymaliśmy się jeszcze przy kościele katolickim w Narwi. To istotne zastrzeżenie, bowiem w tej okolicy przeważają cerkwie prawosławne. Kościół o dość długiej nazwie (Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa i Męczennika) zbudowano w połowie XVIII wieku, a jego historia była dość burzliwa, bowiem zarówno w wojnie polsko-bolszewickiej z 1920 roku, jak i w trakcie II Wojny Światowej został poważnie uszkodzony.
Kolejny punkt zwiedzania - prawosławna pustelnia w Odrynkach. A w zasadzie nie w Odrynkach, które są kilka kilometrów od tego miejscu, a pośrodku niczego, zupełnego pustkowia.
Pustelnia, czy też Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich, bo taka jest pełna nazwa tego miejsca to jedyna prawosławna pustelnia w Polsce. Została założona stosunkowo niedawno, w 2009 roku, staraniem jednego człowieka, mnicha Gabriela, który był przez długi czas jedynym mieszkańcem.
Gabriel już nie żyje, ale miejsce pozostało. Widać, że jest zadbane, jak to w obiektach prawosławnych są złote kopuły (i to niemal na każdym kroku 🙂 ), jest spokojnie, wręcz melancholijnie.
Harmonia z naturą 🙂. Warto rzucić okiem na pustelnię z góry - polecam otworzyć to zdjęcie: https://www.zlotaproporcja.pl/.../SKIT-W-ODRYNKACH-0079
Pomału zbliżamy się do ostatniego celu naszej wyprawy. Na chwilę zatrzymaliśmy się przy kolejnej cerkwi, tym razem w Trześciance. Niedawno została ona odnowiona, zamontowano przy tej okazji kopuły w kolorze złotym, co spotkało się z wieloma zarzutami o kicz. Czy kicz nie osądzam, ale na pewno jest to element charakterystyczny tutejszych cerkwi, często powtarzający się.
I wracamy do okiennic. Naszym ostatnim celem była Kraina Otwartych Okiennic.
Pod tą nazwą kryją się trzy podlaskie wsie - Trześcianka, Soce i Puchły. Elementem wyróżniającym to miejsce jest stara, oryginalna architektura.
Akurat na tym domu aż tak tego nie widać, ale specyfiką tego miejsca są bogate zdobienia zewnętrzne domów, ze szczególnym uwzględnieniem drewnianych okiennic.
choć nie była to taka atrakcja, dla której warto byłoby jechać pół dnia z Wielkopolski, to będąc już na miejscu na pewno warto zboczyć i zajrzeć do tych wiosek.
A to niebywała atrakcja na podlaskiej drodze szutrowej - przechodzący, a może raczej przebiegający przez drogę jeż! Pierwszy raz mieliśmy okazję obejrzeć jeża z tak bliska w akcji.
I jeszcze ciekawostka odnośnie gminy Narew, po której jeździliśmy. Wg spisu ludności z 2002 roku była to jedna z pięciu zaledwie gmin w Polsce, gdzie ludności pochodzenia polskiego było poniżej 50% (dokładnie 49,6%, odrobinę mniej było ludzi pochodzenia białoruskiego).
Rzut oka, niestety znów tylko z zewnątrz, na bardzo okazałą cerkiew w Puchłach z 1913 roku. Jak słusznie zauważył Adaś, ta cerkiew była najlepsza z wszystkich, bo w barwach Lecha Poznań!
Jak zobaczyłem tą fantastyczną remizę OSP, to pierwszą myślą było to, że nasi strażacy mają "trochę" lepsze warunki 🙂.
Gosią zapragnęła sportretować krowę, odpoczywającą sobie przy drodze. Krowie chyba nie do końca się to spodobało (chwilę po zrobieniu tego zdjęcia), zatem nie pozostało nic innego, jak czym prędzej się ewakuować 🙂.
Warto było pojechać na zupełny kraniec Polski. Dlatego, że jest tam trochę inaczej niż w innych częściach naszego pięknego kraju. Gdy przejeżdżaliśmy przez niektóre maleńkie wioski, zdawało się, że czas zatrzymał się w nich dość dawno temu. My takie klimaty lubimy, więc taki wypad przypadł nam do gustu.