Berlin zdążyliśmy już ciutkę poznać, dlatego przy kolejnej wizycie postawiliśmy na coś nowego – muzea. Dzieci coraz większe, a co za tym idzie, można spróbować je zaciekawić ofertą muzealną. A tę Berlin, to trzeba przyznać, ma znakomitą. My postawiliśmy na Muzeum Historii Naturalnej oraz na Muzeum Techniki, a jest jeszcze przecież wiele innych.
Gdy wysiedliśmy z kolejki, trafiliśmy na zagadkowy budynek (ten w tle). A właściwie na zrujnowany fragment budynku. Zaciekawieni poszukaliśmy informacji co to, a w tym czasie Adaś doskonalił dopiero co poznaną umiejętność pisania 🙂. Po kilku godzinach niespodziewanie uzyskaliśmy pełną odpowiedź, co to za ruiny i dlaczego jest to w takim stanie.
W tym miejscu wyjaśniła się zagadka ruin sprzed kilku zdjęć. To pozostałości wielkiego dworca kolejowego Anhalter Bahnhof, który uległ zniszczeniu w trakcie nalotów w II wojnie światowej. Dzieła zniszczenia dokonano już po wojnie, pozostawiając jedynie fragment portalu wejściowego, który ma przypominać tragiczne skutki wojny.
Bardzo zaciekawiła nas prezentacja linotypu, zmechanizowanego urządzenia do składania tekstu. Jeszcze 30-40 lat temu urządzenia takie były w użyciu, obecnie zostały wyparte przez komputery. Pan przeprowadzający pokaz chciał sprawić przyjemność naszym chłopakom i poprosił o ich imiona, by je zapisać i wybić na tabliczce. Jak usłyszał Jaś i Adaś, to się poddał 🙂. Dopiero przy Jan i Adam i przeliterowaniu każdego z nich dał radę 🙂.
Pytali o mnóstwo szczegółów: czy Hitler był złym człowiekiem, dlaczego jednych zabijał, a innych nie, itd. Czułem się lekko nieswojo, gdy szliśmy przez centrum miasta, a Adaś swoim bardzo donośnym głosem pytał: - tataaa, a czemu Goebbels zabił swoje wszystkie dzieci? - tataaa, a kto był gorszy, Hitler czy Goebbels?
Muzeum Historii Naturalnej było ciekawe, natomiast Muzeum Techniki było fantastyczne i zachwycające. Na następne wizyty pozostały jeszcze Muzeum Pergamońskie, Muzeum Żydowskie czy Muzeum Fotografii.