Dlaczego Belgia?

Poszukując dobrego miejsca na wakacyjny city break, analizując dostępne loty i miejsca, w których jeszcze nie byliśmy, metodą eliminacji wybraliśmy Brukselę. Początkowo miał być to tylko weekend, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na loty środa-niedziela, co oznaczało 3,5 dnia do zagospodarowania.

Nie tylko Bruksela

Jako że sama Bruksela zdawała się nie oferować na tyle dużo atrakcji, by fajnie spędzić tyle czasu, dwa dni postanowiliśmy poświęcić na całodzienne wycieczki do innych miast. Rozpatrywaliśmy trzy lokalizacje – Brugię, Gandawę i Antwerpię, spośród których nasz wybór padł na pierwsze dwa miasta.

Komunikacja publiczna w Belgii

Kilka słów poświęćmy kwestiom transportowym. Tanie loty z Polski korzystają z lotniska Bruksela-Charleroi. Uwaga, jest to lotnisko położone 60 km od Brukseli, a jedyny sensowny dojazd do Brukseli jest sprawny, ale dość drogi (20 euro od osoby, co przy 4-osobowej rodzinie oznacza 160 euro w dwie strony).

W Brukseli komunikacja jest dość dobrze rozwinięta, choć zdarzyła nam się awaria metra czy niedziałające czytniki przy wyjściu z metra. My zainstalowaliśmy aplikację STIB-MIVB i skorzystaliśmy z opcji zakupu 10 przejazdów z góry (16,8 euro). Można też kupować bilety pojedyncze. Dla dzieci poniżej 12. roku życia przy intensywnym korzystaniu z transportu publicznego opłaca się wyrobić kartę za 6 euro, która uprawnia do bezpłatnych przejazdów metrem, tramwajami i autobusami.

Bardzo dobrze działa komunikacja pociągowa pomiędzy głównymi miastami. Pociągi z Brukseli do Gandawy (25 minut) i do Brugii (55 minut) jeżdżą co 10-20 minut, a bilety można kupić w aplikacji SNCB. Z pociągami mieliśmy małą przygodę – słynna awaria Microsoftu spowodowała, że nie mogliśmy kupić biletu do Gandawy, było ogromne zamieszanie, w efekcie pojechaliśmy na legalu za darmo.

Nocowanie w Belgii

Noclegi w Brukseli w szczycie sezonu są naprawdę drogie. Na booking.com wręcz bardzo drogie. Dlatego poszukaliśmy na innych portalach i na airbnb znaleźliśmy całkiem fajną opcję w bardzo rozsądnej, jak na warunki brukselskie, cenie (2600 zł za 4 noce). Link do apartamentu.

Wiele się naczytaliśmy mrożących krew w żyłach opowieści o spacerach, zwłaszcza późną porą po dzielnicy Anderlecht czy Molenbeek, dlatego poszukaliśmy spokojniejszej dzielnicy, choć także z licznymi mieszkańcami pochodzenia arabskiego czy afrykańskiego. Zresztą na multikulturowość Brukseli w znaczeniu ogromnego udziału ludności muzułmańskiej i afrykańskiej należy się przygotować. Szczególnie w metrze.

Tego trzeba spróbować!

Co do belgijskich specjałów kulinarnych, spróbowaliśmy frytek belgijskich (niezłe, choć nie oszałamiające), gofrów (także dobre, przy czym oszałamiała głównie cena – my kupowaliśmy za 10 euro, ale były też za 14), piwa (świetne!) i wyrobów czekoladowych (bardzo fajną opcją jest możliwość mieszania różnych produktów, płaci się 4-6 euro/100 g; trafiliśmy na produkty wybitne, choć zdarzyły się też takie, które nam zupełnie nie podeszły).

Ceny w Belgii

Przygotowując się do wyjazdu do Belgii należy mieć na uwadze, że jest to kraj drogi. Sporo wydamy w restauracjach, na komunikację, wstępy na atrakcje z reguły oznaczają wydatek dla dorosłego rzędu 10-15 euro. Spore fory mają dzieci, zwłaszcza do 12. roku życia. W wielu miejscach wchodzą/jeżdżą za darmo lub mają spore zniżki. Zatem choć same loty do Brukseli były stosunkowo tanie, to już cały wyjazd do niskobudżetowych już raczej nie należał.

Wideopocztówka z Belgii

Fotorelacja z Belgii

Bruksela

Brugia

Gandawa

Podsumowanie

I na koniec nasza opinia – czy warto. Z trzech miast, które zwiedziliśmy, najbardziej podobała nam się Brugia – tam było naprawdę ładnie. Gandawa trochę mniej atrakcyjna, ale także na plus. Chłopakom podobała się kompaktowość tego miasta i znacznie mniejsze dystanse do pokonania. Bruksela to już nieco mieszane uczucia. Z jednej strony znakomita architektura (wspaniały Grand-Place), ciekawe Atomium, fajna dzielnica Marolles, ale z drugiej strony wiele brudnych, zaśmieconych miejsc, niezbyt przyjemny wieczorny spacer po centrum i jednak dość skromna liczba atrakcji w porównaniu z europejskimi metropoliami, jak Rzym czy Barcelona. Nasuwały nam się myśli, że pozwiedzać można i jest to fajne, natomiast mieszkać w takim mieście to już jednak nie bardzo. Warto też zwiedzić Brukselę, żeby na własne oczy zobaczyć, jak zmieniają się miasta w Europie Zachodniej i jak bardzo różnią się od polskich miast.