Alaska – miejsce, które pobudza wyobraźnię

Dlaczego Alaska?

Może to zabrzmi nieco dziwnie, ale Alaska nie była głównym celem naszej wyprawy. Gdy już mieliśmy z grubsza zaplanowany pobyt w Kanadzie, pomyśleliśmy, że skoro już będziemy tak daleko od domu, to może nieco przedłużyć nasze wakacje i niejako przy okazji odwiedzić Alaskę. Okazało się, że przede wszystkim loty pasują, by móc połączyć oba ta kierunki, więc nic już nie stało na przeszkodzie, by na własne oczy zobaczyć miejsca znane z licznych dokumentów o życiu na Alasce. No, oczywiście za koło podbiegunowe nie mieliśmy planów się zapuszczać ani nocować w jakiejś dzikiej głuszy, ale przez 8 dni, jakie mieliśmy do dyspozycji, chcieliśmy zobaczyć najciekawsze, dostępne miejsca na Alasce.

Jak dostać się na Alaskę?

Nie ma żadnego problemu, by z Kanady przedostać się na Alaskę. Zasadniczo opcje są dwie. Pierwsza to jazda autem przez niemal bezludne tereny prowincji Kolumbia Brytyjska i Yukon i przekroczenie lądowej granicy Kanady z Alaską. Z Calgary do Glennallen na Alasce, skąd rozchodzą się drogi w kilku kierunkach, jest 3100 km i 34 godziny jazdy przy założeniu sprzyjającej pogody. Realnie to pewnie 4 dodatkowe dni jazdy – dla nas to było za długo. Druga opcja to lot samolotem z Calgary, Edmonton lub Vancouver. Lotów jest sporo, ceny w sezonie to ok. 1000 zł za osobę. Nam najbardziej pasował lot z Calgary do Anchorage liniami WestJet.

Formalności przed wyjazdem

Od kilku lat nie potrzebujemy już wiz do USA, ale zamiast tego trzeba postarać się o ESTA. Należy jednak wiedzieć, że ESTA nie gwarantuje jeszcze prawa wjazdu do USA, o tym decyduje urzędnik na granicy. U nas wszystkie formalności graniczne włącznie z bardzo krótką rozmową z urzędnikiem załatwiliśmy jeszcze na lotnisku w Calgary.

Przygotowania do wyjazdu

Dane mobilne

Podobnie jak w Kanadzie, skorzystaliśmy z pakietu Orange, dającego 10GB danych. Należy jednak pamiętać, że poza miastami i większymi osadami na Alasce bardzo często zasięgu nie ma. Jeżeli chcemy coś sprawdzić czy poszukać, to lepiej zrobić to w momencie, gdy zasięg jest, bo potem przez kilka godzin może nas czekać życie off-line.

Adaptery do gniazdek

Tu akurat było już łatwo – gniazdka na Alasce są identyczne jak w Kanadzie. Jeśli mamy adaptery kanadyjskie, to nie musimy się o nic martwić.

Ubezpieczenie kosztów leczenia

Oczywiście ani w Kanadzie, ani w USA nie działa karta EKUZ. Koszty udzielania pomocy, wizyt lekarskich, nie mówiąc już o pobycie w szpitalu są w o obu krajach bardzo wysokie, więc warto pomyśleć o odpowiednim ubezpieczeniu. Ceny takich ubezpieczeń są jednak o wiele wyższe niż w przypadku wypraw do krajów europejskich.

Noclegi

Szukanie miejsc noclegowych na Alasce było znacznie trudniejsze niż w Kanadzie. Przede wszystkim oferta noclegowa, nie licząc kilku największych miast w rodzaju Anchorage czy Fairbanks, jest dość skromna. Zwłaszcza w najbardziej popularnych miejscach, jak np. park Denali, noclegów jest mało, są drogie, a komfort też bywa niższy niż gdzie indziej. O ile w Kanadzie rezerwowaliśmy noclegi głównie przez booking, to na Alasce połowę noclegów znaleźliśmy na airbnb. Ostatecznie jednak byliśmy z alaskańskich noclegów zadowoleni. Cztery noce spędziliśmy w hotelach/motelach, jedną w apartamencie, a trzy w drewnianych domkach. Średnia cena noclegu wyniosła 800 zł, przy czym tylko w jednym miejscu mieliśmy śniadanie. Niestety, znów w kilku miejscach pokój 4-osobowy oznaczał 2 duże łóżka. Poniżej lista noclegów, wszystkie możemy zarekomendować, choć niekiedy z pewnymi zastrzeżeniami:

  • Midnight Sun Log Cabins, Moose Pass (1 noc) – drewniany domek, nieco surowy i ciasny, ale klimatyczny. Bardzo sympatyczna właścicielka pochodząca z Filipin. Bardzo dobra lokalizacja, umożliwiająca zwiedzanie Seward oraz trekking Harding Icefield. W osadzie Moose Pass jest sklep i restauracja.
  • Sutton-Alpine Wasilla, Sutton-Alpine (1 noc) – kolejny drewniany domek, większy, wygodniejszy, bardziej komfortowy, za to położony na bezludziu. Największą atrakcją był dojazd do niego – mapy Google były tu nieprzydatne, ale z bardzo szczegółową instrukcją od właściciela daliśmy radę.
  • Midnight Sun Log Cabins, Trapper Creek (1 noc) – ostatni drewniany domek, nowocześnie urządzony, z wielką dbałością o szczegóły.
  • White Moose Lodge, Healy (2 noce) – obiektywnie pewnie najsłabszy nocleg, jeden duży pokój z łazienką, do tego całości przydałoby się odnowienie, natomiast w parku Denali nie znaleźliśmy nic lepszego w rozsądnej cenie, dlatego nie wybrzydzaliśmy.
  • Cozy Arctic Retreat, Fairbanks (1 noc) – apartament w bliźniaku z małym ogródkiem. Bardzo ładnie urządzony, przestronny, w spokojnej dzielnicy Fairbanks.
  • Glacier Hotel, Valdez (1 noc) – kolejne miejsce z bardzo niewielkim wyborem noclegów. W Valdez są chyba trzy hoteliki podobnej klasy, a w promieniu 150 km nie ma nic. Tu mieliśmy śniadanie, hotel był przyzwoity, aczkolwiek porównania z hotelami kanadyjskimi nie wytrzymywał.
  • The Pioneer Motel, Palmer (1 noc) – chcieliśmy zobaczyć, jak to jest w typowym amerykańskim motelu. I, ku pewnemu zaskoczeniu naszych chłopaków, było dobrze! Spory pokój z łazienką, wszystko względnie nowe, a do tego był to najtańszy nocleg na Alasce.

Wynajem auta

Z dość oczywistych względów wynajem auta na Alasce wiąże się z dużymi kosztami. Jeżdżąc z bagażami, niekiedy niezbyt dobrymi drogami szutrowymi (choć my jeździliśmy prawie tylko po asfaltowych) trzeba wypożyczyć auto nieco większe. Po długim namyśle zdecydowaliśmy się skorzystać z aplikacji Turo, bardzo popularnej w USA i Kanadzie. Wypożyczyliśmy konkretne auto od konkretnego właściciela, kierując się bardzo dobrymi opiniami zarówno o tym aucie, jak i właścicielu. Ten model sprawdził się bardzo dobrze, odebraliśmy auto z parkingu przy lotnisku (kluczyki były w schowku), oddaliśmy tak samo. Za 8-dniowe wypożyczenie SUV-a z prawie pełnym ubezpieczeniem (mieliśmy jakiś tam udział własny) zapłaciliśmy 5,6 tys. zł.

Ceny na Alasce

Na Alasce drogo jest nawet dla Amerykanów. Niemal wszystko trzeba tu sprowadzać, co powoduje wyższe ceny. Dla nas ceny w sklepach były nieco wyższe niż w Polsce, także w nielicznych restauracjach było drożej, za to benzyna była dużo tańsza (w miastach w okolicach 3,7 dolara za galon, co daje ok. 3,6 zł na litr, na prowincji odczuwalnie drożej, do 4,5 dolara za galon, ale nadal znacznie taniej niż u nas). Nieliczne dostępne atrakcje turystyczne były bardzo drogie (np. lot helikopterem do parku Katmai 1200 dolarów za osobę, wycieczka na lodowiec Matanuska 150 dolarów za osobę), ale o ile w Kanadzie w bardzo wielu miejscach były kolejki linowe, raftingi po rzekach, wypożyczanie łodzi na jeziorach, tak na Alasce tego typu atrakcji było niewiele. Tak naprawdę, gdy ma się już zarezerwowane noclegi i auto, to głównymi kosztami będzie jedzenie i benzyna. Poza tym po prostu nie ma zbyt wielu okazji do wydawania pieniędzy.

Pogoda

Byliśmy przygotowani na temperatury rzędu 10-15 stopni, a tymczasem było znacznie cieplej. Przez zdecydowaną większość naszego pobytu mieliśmy temperaturę w okolicach 20 stopni, a nawet wyższą. W kilku miejscach lokalnie było nieco chłodniej, ale najcieplejszych ciuchów nie musieliśmy wyjmować z walizek. Wiedzieliśmy, że niezwykle dokuczliwą plagą na Alasce potrafią być muchy i komary. Niekiedy wręcz uniemożliwiają pobyt w danym miejscu. My, na szczęście, takich doświadczeń nie zanotowaliśmy, choć w Fairbanks komary przegoniły nas z ogródka przy apartamencie.

Żywioły na Alasce

Trzeba sobie zdawać sprawę, że Alaska to region narażony na liczne żywioły. O ile wulkanów jest tu bardzo dużo i dość regularnie wybuchają, to w zasadzie znajdują się one z dala od zasiedlonych terenów i zwłaszcza dla turystów są raczej niegroźne. Należy mieć świadomość, że Alaska bywa nawiedzana przez trzęsienia ziemi. Badania wykazały, że mniej więcej co 600 lat dochodzi tu do bardzo silnego trzęsienia. Być może oznacza to, że mamy przed sobą trochę spokojniejsze czasy w tym względzie – niezwykle silne trzęsienie miało miejsce w 1964 roku – natura bywa jednak nieprzewidywalna. Z trzęsieniami ziemi powiązane jest zjawisko tsunami, o czym ostrzegały liczne znaki w w nabrzeżnych miejscowościach. Najczęściej można spotkać się z pożarami, które co roku pochłaniają ogromne obszary, niekiedy zagrażając ważnym drogom i osadom ludzkim. Tak właśnie było w 2025 roku i mieliśmy obawy, że może to znacząco wpłynąć na naszą podróż. Szczęśliwie jednak kilka dni przed naszym przyjazdem sytuację opanowano.

Czy coś byśmy zmienili w naszym planie podróży?

Na pewno 8 dni to nie jest wystarczająco długi czas, by spokojnie zwiedzić wszystkie najciekawsze miejsca Alaski. Przydałoby nam się jeszcze kilka dni, by pojeździć po półwyspie Kenai, moglibyśmy też zwiedzić McCarthy w parku narodowym Wrangler St. Elias, być może też zapuścilibyśmy się choć trochę na północ od Fairbanks, by liznąć Dalton Highway. Generalnie jednak plan, jaki sobie założyliśmy, czyli Anchorage – półwysep Kenai – park Denali – Fairbanks – Valdez – Anchorage uważamy za optymalny.

Jak oceniamy Alaskę

Alaska powinna spodobać się tym turystom, którzy lubią przyrodę, góry, lasy, potężne rzeki, lodowce, podpatrywanie dzikich zwierząt, a przy tym nie wymagają komfortowych hoteli, kilkugwiazdkowych restauracji i innych luksusów. Jeśli ktoś lubi popluskać się w basenie po ciężkim dniu, to na Alasce ciężko będzie takie miejsce znaleźć. Dla dzieci atrakcji jest tu bardzo niewiele i pewnie nie jest to przypadek, że niemal nie spotykaliśmy tu turystów z dziećmi.

Należy też być przygotowanym na to, że wiele osad i miasteczek nie wygląda najlepiej. Jest mnóstwo porzuconych, zardzewiałych aut, maszyn, domy są często niezadbane, odrapane.

Jednak wiedząc to wszystko nadal można być pełnym podziwu dla przyrody na Alasce. Tu wszystko jest potężne – rzeki, góry, fiordy, lodowce. Nie ma tu tak spektakularnych widoków jak w parkach kanadyjskich, ale też jest bardzo ładnie.

Zatem, czy warto zwiedzić Alaskę? Tak, ale wydaje nam się, że najlepiej nie mieć z góry wyidealizowanego obrazu tego miejsca. Nie jest to kraina jak z bajki, wiele rzeczy można tam poprawić. Ale choćby z racji tego, że Alaska diametralnie różni się od znanych nam europejskich miejsc (może jedynie Islandia ma trochę podobieństw), warto to miejsce odwiedzić.

Po więcej ciekawych informacji zapraszamy do galerii!

Wideopocztówka z Alaski

Fotogaleria

Moose Pass, Harding Icefield Trail

Whittier, Lowell Point

Farma reniferów, Hatcher Pass

Talkeetna, Parks Highway

Denali

Fairbanks, Richardson Highway

Valdez i okolice

Glenn Highway, Palmer, Anchorage

Mapa

← Poprzedni wpis

Następny wpis →

2 komentarze

  1. Fajny praktyczny tekst, dzięki — dużo konkretów. Masz może jakieś wskazówki co do wynajmu auta poza sezonem? Czy da się sensownie znaleźć tańsze opcje i czy wymagają dużego depozytu?

    • Andrzej

      Co do wynajmu auta, to rozważaliśmy wypożyczalnie poprzez stronę rentalcars.com oraz Turo. Zebraliśmy sporo pozytywnych opinii o Turo, które w Europie nie funkcjonuje, a w Ameryce Północnej jest bardzo popularne. Zaletą Turo jest to, że wynajmujesz konkretne auto, o którym możesz poczytać, jakie ma plusy i minusy, podobnie jak z wynajmującym auto. Cenowo Turo wychodziło nieco korzystniej niż rentalcars. U nas wynajem auta przebiegł zupełnie bezproblemowo, odebraliśmy auto na parkingu lotniskowym, kluczyki były w skrytce, w ogóle nie widzieliśmy wynajmującego. Przy oddaniu auta podobnie. Depozytu żadnego nie wpłacaliśmy, wzięliśmy pełne ubezpieczenie (potem okazało się, że jest prawie pełne, za coś tam odpowiadaliśmy). Poza sezonem nie sprawdzaliśmy, jak to wygląda, ale podejrzewam, że podobnie, jedynie ceny wynajmu pewnie są niższe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *