W środku zimy szukaliśmy trochę słońca, wyższych temperatur i oczywiście nowych wrażeń. Ponadto dogodne loty byłyby miłym dodatkiem. Wszystkie te warunki spełnił Cypr. Loty oferują linie LOT (z Warszawy), a także Wizzair i Ryanair (z kilku lotnisk regionalnych). Dolecieć można do Pafos na zachodnim krańcu Cypru lub do Larnaki, położonej znacznie bardziej na wschodzie. Nam bardziej pasowało połączenie do Pafos.
Pogoda na Cyprze zimą
My zwiedzaliśmy Cypr na przełomie grudnia i stycznia. Temperatury na Cyprze wahały się od 12 do 20 stopni, większość dni była ładna i słoneczna, choć jeden dzień przydarzył się z przelotnymi opadami. Natomiast znacznie chłodniej jest w górach. W górskich wioskach temperatura wynosiła 5-10 stopni, a w okolicach najwyższego szczytu Mount Olympus spadła w okolice 0 stopni.
Do zwiedzania taka pogoda była bardzo dobra. Gdy świeciło słońce, można było chodzić w krótkim rękawku, gdy pojawiały się chmury i zaczynał wiać wiatr, niezbędna była bluza.
A czy można było kąpać się w Morzu Śródziemnym? Tak, raz weszliśmy do wody. Temperatura wody wynosiła ok. 18-20 stopni i początkowo odczucia były niezbyt przyjemne, ale kąpiel jak najbardziej była możliwa.
Poruszanie się po Cyprze
Aby sprawnie poruszać się po tej niemałej wyspie, niezbędne jest wypożyczenie auta. My skorzystaliśmy z wypożyczalni Thirfty – za 9 dni auta Hyundai Kona z pełnym ubezpieczeniem zapłaciliśmy 1300 zł. Mieliśmy też okazję przetestować ubezpieczenie z rentalcars.com, gdyż przy parkowaniu lekko uszkodziliśmy oponę. Wypożyczalnia wystawiła nam rachunek na 205 euro, który musieliśmy zapłacić, ale odzyskanie kwoty z rentalcars okazało się bardzo proste i bardzo szybkie (na drugi dzień od zgłoszenia).
Pewne obawy budził u nas fakt, że ruch na Cyprze jest lewostronny, ale okazało się, że jeździło nam się bardzo dobrze. O wiele lepiej niż choćby na Sycylii. Kultura jazdy była wysoka, ruch poza centrami miast raczej niewielki, główne miasta na Cyprze połączone są wygodną autostradą (z niezbyt wysokim limitem prędkości 100 km/h). Bardziej uważać trzeba było jedynie w miastach, gdzie było sporo wąskich, krętych uliczek.
Gdzie mieszkaliśmy?
Postanowiliśmy podzielić nasz pobyt na Cyprze na dwie części. Pierwszą połowę naszych wakacji spędziliśmy w okolicach Pafos w apartamencie Ocean Pearl w miejscowości Peyia. Możemy to miejsce z czystym sumieniem polecić – bardzo ładnie położony, komfortowy i dobrze wyposażony. W pobliżu jest sporo restauracji i jest to bardzo dobry punkty wypadowy do zwiedzania półwyspu Akamas, okolic Pafos, a można też stąd pojechać w góry Troodos.
Drugą część wakacji spędziliśmy w miejscowości Oroklini niedaleko Larnaki, w apartamencie Liv&Co Suites. Tu było bardziej luksusowo i obsługa bardzo się starała, abyśmy byli zadowoleni, zatem także możemy to miejsce polecić. Mieliśmy stąd blisko do Larnaki, Limassol i plaż wokół Aiya Napa, a i do Nikozji wcale nie było daleko.
Jakie atrakcje oferuje Cypr?
W powszechnym odbiorze Cypr to przede wszystkim piękne plaże i oczywiście jest to prawda. Ale wyspa ta ma do zaoferowania o wiele więcej. Co zatem można robić na Cyprze:
atrakcyjne trekkingi – mieliśmy nieco ambitniejsze plany, w rzeczywistości zrobiliśmy tylko dwa, ale oba godne polecenia – szlak Afrodyty na półwyspie Akamas oraz wąwóz Avakas,
zabytki starożytne – jest ich na Cyprze bardzo wiele, my odwiedziliśmy Grobowce Królewskie w Pafos oraz starożytne wille rzymskie z mozaikami w Pafos.
przepiękne klasztory – byliśmy w trzech, wszystkie były bardzo ciekawe, ale najbardziej podobały nam się klasztor Kykkos oraz klasztor Panagia Machaira,
miasto-widmo Varosha – niezwykle ciekawe miejsce, luksusowy kurort nad Morzem Śródziemnym, który został nagle porzucony w wyniku konfliktu w 1974 roku i od tamtego czasu niszczeje,
tradycyjne górskie wioski w górach Troodos – byliśmy w trzech, każda z nich była ciekawa. Lefkara i Omodos to wioski zamieszkałe, natomiast Fikardou zostało opuszczone.
zabytki gotyckie – szczególnie po północnej stronie Cypru – Famagusta i klasztor Bellapais,
jedyna podzielona stolica Europy – Nikozja,
kilka słonych jezior z flamingami, które właśnie zimą można tu zobaczyć.
Co bardzo fajne, niemal wszystkie z tych atrakcji są bezpłatne, często nawet parkingi są bezpłatne. W ogóle oceniamy Cypr jako miejsce łatwe do zwiedzania. Po angielsku można się często dogadać, menu w restauracjach, znaki, tablice też często są po angielsku. Wszędzie można płacić kartą. Nikt nie próbował nas na nic naciągnąć.
Jedzenie
To kolejny duży plus Cypru. Jedzenie jest bardzo smaczne, zróżnicowane. Za posiłek trzeba zapłacić zwykle 15-20 euro. Jest też sporo kawiarni, cukierni, gdzie można się zaopatrzyć w przekąski na cały dzień. My często korzystaliśmy z sieciówki Zorbas, gdzie można było kupić coś na śniadanie i coś do przegryzienia.
Co należy jeszcze wiedzieć o Cyprze?
Co niektórych może lekko zaskoczyć, Cypr nie należy do strefy Schengen. Można przekroczyć granicę na podstawie dowodu osobistego, ale trzeba przejść przez kontrolę graniczną, której nie ma wewnątrz strefy Schengen. Za to na Cyprze można bez obaw korzystać z danych mobilnych i rozmawiać przez telefon, gdyż obowiązują tu stawki UE. Z racji długoletniego panowania brytyjskiego gniazdka są typu brytyjskiego i warto mieć to na uwadze, choć w obu naszych apartamentach były adaptery.
Zwiedzanie Cypru Północnego
Czy warto w ogóle zapuścić się na Cypr Północny? Naszym zdaniem tak. Ciekawe było spacerowanie po tureckiej części Nikozji, a hitem tej części Cypru było zwiedzanie Varoshy. Jak zatem tam się dostać? My przekroczyliśmy granicę w Nikozji (wystarczy sam paszport lub nawet dowód osobisty), a w Cyprze Północnym wynajęliśmy przewodniczkę, która przez cały dzień woziła nas po różnych atrakcjach i przy okazji przekazywała ciekawe informacje. Gdyby można było bez problemów przejeżdżać autem przez granicę, to pewnie byśmy sami tam pojechali, ale w naszej wypożyczalni był zakaz przejeżdżania na stronę turecką. Niektóre wypożyczalnie na to zezwalają, ale i tak trzeba dokupić osobne ubezpieczenie.
Czy warto jechać na Cypr zimą?
Bez żadnego wahania możemy odpowiedzieć – zdecydowanie tak. Bardzo fajnie było wyrwać się z mroźnej i szarej o tej porze roku Polski w zdecydowanie cieplejszy klimat. Ani przez chwilę nie nudziliśmy się, przez 8 dni odkrywając nowe ciekawe miejsca. Jedyny raz, gdy zimowa aura nam w czymś przeszkodziła, to trekking wokół Mount Olympus. Pewnie jesienią czy wiosną byłoby tam znacznie cieplej i taki trekking byłby możliwy.
Wideopocztówka z Cypru
Fotogaleria
Półwysep Akamas
Nasz ośmiodniowy pobyt na Cyprze podzieliliśmy na dwie części. Pierwsze 4 dni spędziliśmy na zachodniej części wyspy, w Peyia, a potem przenieśliśmy się na wschód, do Oroklini. Apartament w Peyia był świetnie położony, po wyjściu na werandę mieliśmy taki widok.
Mogliśmy też spacerować niedawno oddaną do użytku promenadą, z punktami widokowymi, ławeczkami, a nawet platformą obserwacyjną. Na widocznym na zdjęciu cypelku było sporo imponujących posiadłości, kolejne budynki były w budowie. Ewidentnie obszar ten przeżywa inwestycyjny boom.
Czas na pierwszą wyprawę, na półwysep Akamas, uważany za jeden z najbardziej dzikich i niezmienionych przez człowieka terenów na Cyprze. Góry, wąwozy, doliny, lasy (dęby, sosny), niezagospodarowane wybrzeża, plaże to cechy wyróżniające półwysep. W 2016 roku na 75% półwyspu utworzono Park Narodowy Akamas. Naszym głównym celem był szlak Afrodyty.
Ledwo ruszyliśmy na szlak, a tu kozioł. Początkowo podejrzewaliśmy, że to może być muflon cypryjski. To gatunek endemiczny, występuje tylko na Cyprze i jest uważany za symbol tego państwa. Ostatecznie jednak po weryfikacji zdjęciowej skłaniamy się do zdania, że to jednak zwyczajny kozioł.
Wracając do szlaku - odniesienia do mitycznej Afrodyty można często na Cyprze spotkać, zwłaszcza w zachodniej części wyspy. Wedle legend to właśnie na Cyprze bogini miłości, piękna i płodności wyłoniła się z fal. Stąd mamy określenie wyspa Afrodyty, a wiele różnych obiektów - hotele, restauracje, spa, a nawet park wodny - wykorzystało to budzące pozytywne skojarzenia słowo w swojej nazwie.
Szlak Afrodyty jest uważany za jeden z najlepszych szlaków trekkingowych na Cyprze. Przy umiarkowanym poziomie trudności oferuje znakomite, często zmieniające się widoki.
To mniej więcej połowa szlaku, w tle wybrzeże z Blue Lagoon. Chcieliśmy tam dotrzeć samochodem, jednak prowadzi tam szutrowa droga, której krótkim fragmentem szliśmy i stan tej drogi nie zachęcał do pokonania jej autem. Wyznaczona trasa przez Google także sugerowała problematyczną drogę - 5 km w czasie 23 minut. Ostatecznie więc zrezygnowaliśmy z Blue Lagoon.
Ten imponujący dąb był zarazem miejscem, w którym trzeba było podjąć decyzję. Albo idziemy dalej szlakiem Afrodyty, albo resztę drogi do samochodu pokonujemy szlakiem Adonisa. Początkowo planowaliśmy tę drugą opcję, ale gdy nasze pociechy zorientowały się, że pierwsza opcja jest nieco krótsza, to zaczęły intensywnie lobbować za potencjalnie łatwiejszą trasą. Zatem pozostaliśmy na szlaku Afrodyty.
I w sumie nie żałowaliśmy tej decyzji, bo był to malowniczy i ciekawy odcinek szlaku. Przeszliśmy 8,4 km, zajęło nam to 3 godziny i 40 minut (bez żadnego pośpiechu) przy przewyższeniu 440 metrów. Nasza ocena tego trekkingu jest bardzo wysoka, warto poświęcić pół dnia na ten trekking i okoliczne atrakcje.
Przy starcie szlaku Afrodyty jest też niewielki park z ważnym miejscem - Łaźniami Afrodyty. To naturalne źródełko pośród formacji skalnych, bardzo kameralne miejsce, któremu klimatu dodają bardzo stare, powyginane drzewa. Wedle podań to tu Afrodyta kąpała się z Adonisem (stąd też nazwy szlaków, które znajdują się w pobliżu). Bardzo sympatyczne miejsce.
Zeszliśmy też na kilka minut na pobliskie plaże, choć one akurat nie były jakoś szczególnie imponujące. W kolejnych dniach eksplorowaliśmy wiele ciekawszych plaż.
Jeszcze przed przyjazdem na Cypr wiedzieliśmy, że w greckiej części wyspy dominującą religią jest prawosławie. Spodziewaliśmy się zatem krzyżów z ukośną dolną belką, znaną z cerkwi ukraińskich czy rosyjskich. Tymczasem na Cyprze tej ukośnej belki, symbolizującej stopę Chrystusa, nigdzie nie było. Okazało się, że krzyż z ukośną belką nie jest symbolem wszystkich prawosławnych, a tylko części. Prawosławni porządku bizantyjskiego (w tym m.in. Cypryjczycy) używają krzyża prostego.
Gdy nasz młodszy syn rzucił - poszukaj jakichś atrakcji dla nas, już po chwili okazało się, że dosłownie kilka minut od naszego apartamentu znajduje się najlepszy tor gokartowy na Cyprze! Zabawa była przednia, przy czym było kilka różnic między gokartami w Polsce i na Cyprze. Cypryjski tor był znacznie krótszy, czas przejazdu ok. 25 sekund, gokarty były nieco starszej generacji, bez ekraników z czasami (choć czasy były notowane, można je było sprawdzić po wyścigu), ale przede wszystkim, i co najważniejsze, można się było ścigać i wyprzedzać bez ingerencji i ostrzeżeń ze strony obsługi. Dzięki temu wrażenia były bardzo dobre, choć cała zabawa na tyle kosztowna, że już tego nie powtórzyliśmy 😉 (90 euro za 20 minut dla 3 osób)
Na przełomie grudnia i stycznia dzień na Cyprze jest, niestety, dość krótki. Słońce zachodzi ok. 16:40 i w zasadzie do tej godziny trzeba zakończyć typowe aktywności turystyczne. Chcąc w pełni wykorzystać niezbyt długi dzień, tuż przed zachodem słońca zajechaliśmy jeszcze do zatoki Edro III. Czy te ciekawie uformowane skały były jedynym powodem, by odwiedzić to miejsce?
Otóż nie - główną atrakcją tego miejsca jest wrak statku Edro III, który spoczywa kilkanaście metrów od brzegu. Frachtowiec ten został zbudowany w Norwegii w 1966 roku i przez wiele lat pływał po Morzu Śródziemnym. I możliwe, że pływałby nadal, gdyby nie feralny sztorm z grudnia 2011 roku...
... który zepchnął 83-metrowy statek na skały. 9 członków załogi zostało uratowanych, natomiast powstał problem, co zrobić z wrakiem. Uznano, że ściągnięcie go ze skał i odholowanie na złomowisko będzie zbyt kosztowne, zatem wypompowano z niego olej i inne niebezpieczne substancje oraz prowizorycznie uszczelniono. Jednak po 14 latach stan tego wraku nie jest dobry i niewykluczone, że za kolejne 14 lat już takiego widoku tu nie zastaniemy.
Pafos
Kolejny dzień zaczynamy od obserwacji, która później jeszcze wielokrotnie znalazła swoje potwierdzenie - na Cyprze jest bardzo dużo kotów. Można je spotkać w pobliżu wszelkich siedlisk ludzkich, często w dużych liczbach. Szacuje się, że na wyspie żyje ok. 1,5 mln kotów, czyli jest ich więcej niż ludzi. Do rozwoju liczebności kotów przyczynia się łagodny klimat wyspy oraz zakorzenione zwyczaje dbania o te zwierzęta, dokarmianie ich. Nic dziwnego, że Cypr bywa nawet nazywany "wyspą kotów".
Drugi dzień naszego pobytu na Cyprze zapowiadał się deszczowo, więc dostosowaliśmy nasze plany do prognozy pogody. Postanowiliśmy zwiedzić Pafos, największe miasto w zachodniej części Cypru. W czasach rzymskich i hellenistycznych było to najważniejsze miasto na całej wyspie, jego stolica. Dziś straciło na znaczeniu, ma ok. 35 tys. mieszkańców, ale po dawnej świetności pozostało tu całkiem sporo śladów.
Najpierw wybraliśmy się do Grobowców Królewskich. Nazwano tak cmentarzysko z okresu hellenistycznego i rzymskiego. Powstało ono w III w. p.n.e. i pełniło swoją funkcję przez ok. 600 lat.
Grobowce wykuwano w litej skale. Niektóre groby były zdobione np. kolumnami w stylu egipskim, inne były prostsze w formie. Ciekawostką jest fakt, że wbrew swojej nazwie, w Grobowcach Królewskich nie pochowano żadnego króla.
Skąd zatem taka nazwa? Otóż gdy ta nekropolia została odkryta przez współczesnych, stwierdzono, że tak okazały cmentarz - z kolumnami, dziedzińcami, fasadami - musiał być przeznaczony dla królów. I choć późniejsze badania wykluczyły taką możliwość, to zwyczajowa nazwa już pozostała.
Zgodnie z prognozami, pogoda tego dnia była bardzo niepewna. Wiał silny wiatr, co widać po wzburzonym morzu, a kilka razy z nieba lunął intensywny deszcz. Na szczęście zarówno w Grobowcach Królewskich, jak i później w Parku Archeologicznym były miejsca, gdzie można było się schronić.
Warto w tym miejscu odrobinę zagłębić się w historię Cypru. W starożytności na wyspie bardzo silne były wpływy helleńskie, które do dziś widoczne są na każdym kroku. W kolejnych stuleciach na Cyprze panowali Rzymianie, Cesarstwo Bizantyjskie, Krzyżowcy (często określani też jako Francuzi), którzy pozostawili po sobie wspaniałe gotyckie katedry, dalej Republika Wenecka, a od 1571 roku Imperium Osmańskie.
I właśnie 300 lat panowania Turków bardzo mocno wpłynęło na dzisiejsze oblicze Cypru. Na wyspę przybyli wówczas osadnicy z innych części Imperium i z czasem stali się oni istotną częścią populacji na wyspie. Osadnicy przynieśli ze sobą inny język, inną religię i inne zwyczaje.
Imperium Osmańskie w XIX wieku mocno osłabło i w 1878 roku w zamian za długi Cypr został przejęty przez Brytyjczyków. I znów - 80-letnie panowanie kultury anglosaskiej odcisnęło na wyspie spore piętno, widoczne w wielu praktycznych aspektach do dziś. Choćby ruch lewostronny, gniazdka elektryczne typu brytyjskiego czy język angielski na wielu znakach to takie najbardziej widoczne ślady. Ale angielskie wpływy są też bardzo silne choćby w prawodawstwie, które jest wzorowane na brytyjskim, na procedurach sądowych, a nawet na programach nauczania w prywatnych szkołach.
Żegnamy się już z Grobowcami Królewskimi (miejsce które można zwiedzić, natomiast raczej nas jakoś szczególnie nie porwało) i następnym naszym przystankiem jest Park Archeologiczny w Pafos. Na moment przerwiemy wątek o historii Cypru, by skupić się na atutach tego miejsca.
Park Archeologiczny obejmuje centrum Pafos z czasów rzymskich, a zatem z okresu I-IV w. n.e. Od kilkudziesięciu lat prowadzone są tu badania wykopaliskowe, z bardzo dużym udziałem naukowców polskich, o czym zaświadczają odpowiednie tabliczki. Bez wątpienia najbardziej efektowne są liczne mozaiki, odkryte w kilku rzymskich willach.
Do najważniejszych miejsc w parku należą: Dom Tezeusza, Dom Dionizosa i Dom Ajona. Wiele mozaik zachowało się w bardzo dobrym stanie i koneserzy sztuki starożytnej mogą spędzić w tym miejscu sporo czasu. Dla nas było to miejsce ciekawsze niż Grobowce Królewskie i jeśli ktoś ma czas tylko na jedną z tych atrakcji, radzimy odwiedzić Park Archeologiczny.
Oglądając kolejne zdjęcia z Parku Archeologicznego wróćmy do historii Cypru. W połowie XX wieku na wyspie zaczęły rodzić się idee wyzwolenia się spod wpływów brytyjskich. Sprzyjała temu sytuacja międzynarodowa i procesy dekolonizacyjne. Problem jednak był w tym, że na wyspie żyły wymieszane dwie społeczności - liczniejsza grecka oraz będąca w mniejszości turecka. Pojawiały się różne pomysły - niektórzy chcieli przyłączenia wyspy do Grecji, inni niepodległego państwa, jeszcze inni dwóch oddzielnych państw.
Po różnych napięciach, zamachach i krótkich walkach ostatecznie w 1960 roku Cypr uzyskał niepodległość. Wielka Brytania zagwarantowała sobie wydzielenie 3% powierzchni Cypru na swoje bazy wojskowe, choć w praktyce część tych terenów jest dziś wykorzystywana przez Republikę Cypru. Dla przykładu autostrada wzdłuż południowego brzegu wyspy prowadzi przez terytorium brytyjskie.
Problemem było to, że nie rozwiązano w zadowalający sposób problemów pomiędzy społecznością grecką i turecką. Więcej napiszemy o tym przy okazji galerii z Cypru Północnego, natomiast w tym miejscu wskażemy jedynie, że w 1974 roku doszło do poważnego konfliktu zbrojnego, w wyniku którego wyspa została podzielona na de facto dwa osobne państwa. Ciekawostką jest fakt, że był to pierwszy poważny konflikt zbrojny na Cyprze, z ofiarami liczonymi w tysiącach i poważnymi zniszczeniami, od... 1571 roku!
Na koniec wizyty w Parku Archeologicznymi jeszcze rzut oka na amfiteatr z I w. n.e. (tu akurat widoczny "od tyłu") oraz na agorę. Warto dodać, że pozostałości z czasów starożytnych jest na Cyprze znacznie więcej. Najciekawsze z nich to Kurion niedaleko Limassol, Salamis w Cyprze Północnym oraz Amathus w pobliżu Limassol. Nam jednak jeden dzień obcowania ze starożytnością wystarczył :).
Na koniec dnia pokręciliśmy się jeszcze trochę po Pafos. Najbardziej spodobał nam się neoklasycystyczny budynek ratusza miejskiego z połowy XX wieku.
Na koniec naszej wizyty w Pafos wspomnimy o parkowaniu w cypryjskich miastach. Trzeba zaznaczyć, że byliśmy tam na przełomie roku, a więc zdecydowanie poza sezonem turystycznym. Mimo to znalezienie wolnego miejsca na chodniku było często problematyczne. Dlatego zarówno w Pafos, jak i w Larnace, Limassol czy Nikozji od razu szukaliśmy dużych płatnych parkingów i tam za 3-6 euro zostawialiśmy auto.
Wspomnieć też choć raz trzeba o doskonale widocznych na tym zdjęciu zbiornikach na wodę. Jest to wszechobecny element krajobrazu cypryjskich miast. Większość domów ma zainstalowane takie zbiorniki, często w towarzystwie kolektorów słonecznych, które służą do podgrzewania wody. Nie jest to system idealny, o czym przekonaliśmy się w naszym drugim apartamencie, gdy trzeba było kilka minut odpuszczać zimną wodę, nim w końcu w kranie pojawiła się ciepła woda.
Góry Troodos – Omodos, Kykkos
Jednym z naszych celów na Cyprze była jednodniowa wycieczka w góry Troodos z trekkingiem dookoła najwyższego szczytu wyspy, Mount Olympus. Wiedzieliśmy, że pogoda w górach może znacząco różnić się od pogody na wybrzeżu, więc szczegółowo przeanalizowaliśmy prognozy. Miało być chłodno (tuż powyżej zera stopni), ale słonecznie, bez żadnych opadów. A zatem - w drogę!
Choć Cypr dość powszechnie kojarzy się przede wszystkim z pięknymi, piaszczystymi plażami i łagodnym klimatem, to 30% wyspy zajmuje pasmo górskie Troodos. Jest ono położone w zachodniej części wyspy i przynajmniej na mapie znajduje się stosunkowo niedaleko od Pafos. Jednak dotarcie do Troodos okazało się dość wymagające i zabrało sporo czasu. Drogi były kręte i jazda nie była szybka, a pamiętajmy, że ruch lewostronny wymaga większej koncentracji niż zwykle.
Góry Troodos są górami względnie młodymi, liczą "tylko" kilka milionów lat. Powstały w wyniku ruchów tektonicznych oraz aktywności wulkanicznej. W porównaniu z innych regionami Cypru jest to obszar bardzo mało zaludniony, jest tu niewiele górskich wiosek, sieć drogowa jest bardzo skromna. Ale koty i w górach Troodos zdołały się zadomowić.
Oprócz trekkingu mieliśmy w planie odwiedzenie kilku innych ciekawych miejsc. Na pierwszy ogień poszła miejscowość Omodos. Jest to licząca ok. 500 mieszkańców wioska, która jest znana z tradycyjnej zabudowy, wąskich brukowanych uliczek, domów z czerwonymi dachówkami oraz drewnianymi balkonami.
Latem to miejsce tętni życiem, o czym świadczą bardzo liczne restauracje na głównym placu w Omodos. Zimą jest tu spokojnie, wręcz sennie, ale ma to jedną bardzo stronę. Można w spokoju przespacerować się, chłonąć atmosferę tego miejsca bez tumultu, gwaru i pośpiechu.
Najważniejszą budowlą w Omodos jest klasztor św. Krzyża z XV wieku. Znajduje się w nim jedna z najcenniejszych relikwii chrześcijaństwa - kawałek drewna, który uważany jest za część krzyża, na którym ukrzyżowany został Jezus Chrystus. Relikwia ta nie jest naukowo zweryfikowana, co nie przeszkadza, by była przedmiotem kultu religijnego.
Omodos jest ważnym punktem pielgrzymkowym na Cyprze, za sprawą klasztoru i zwłaszcza wspomnianej relikwii.
Omodos jest otoczone winnicami, a na miejscu produkuje się wina Commandaria. Spacerując po wiosce można zajrzeć do tradycyjnych tłoczni winiarskich.
Godzinny spacer po Omodos bardzo nam się podobał. Należy zaznaczyć, że temperatura była tu znacznie niższa niż nad morzem, co widać po naszych okryciach. Latem jest to duży atut, gdy można tu znaleźć wytchnienie od upałów, zimą niekoniecznie :).
Gdy dotarliśmy pod Mount Olympus, na start naszego trekkingu sytuacja pogodowa wyglądała tak jak na zdjęciu, albo i gorzej. Temperatura 0 stopni, mgła ograniczała widoczność może do 40-50 metrów, wiatr urywał głowę, a do tego z nieba padał deszcz ze śniegiem. Prognoza pogody ewidentnie dała ciała. Oczywiście o żadnym trekkingu nie było mowy. Mieliśmy zaznaczonych kilka miejsc w niedalekiej okolicy do odwiedzenia (m.in. wodospady Caledonia i Millomeris), ale warunki pogodowe zniechęciły nas do tego.
Mogliśmy wrócić z powrotem drogą którą przyjechaliśmy (czyli przez autostradę i potem odbicie w góry Troodos) albo pojechać poprzez masyw Troodos bezpośrednio do Pafos. Wybraliśmy tą drugą opcję, ponieważ po drodze znajdował się...
najważniejszy klasztor na Cyprze - Kykkos. Bardzo możliwe, że gdybyśmy poszli na trekking wokół Mount Olympus, to już nie dalibyśmy rady zajechać do klasztoru. Już wejście do klasztoru Kykkos zwiastowało, że jest to pięknie zdobione i interesujące miejsce.
Wedle legend klasztor Kykkos został założony ok. 1100 roku, choć główne zabudowania są znacznie młodsze, z XV wieku. Krużganki klasztorne są niezwykle bogato zdobione mozaikami i freskami. Widoczne na zdjęciu mozaiki to zaledwie drobny fragment całości. Uwagę zwraca wykorzystywanie złotego koloru.
Klasztor Kykkos powszechnie uważany jest nie tylko za najważniejszy, ale też za najbardziej wpływowy i najbogatszy klasztor na Cyprze. A to za sprawą licznych darowizn na utrzymanie klasztoru oraz dochodów z okolicznych winnic.
Kolejnym przeżyciem było wejście do widocznej na zdjęciu klasztornej kaplicy. Tam zdjęć nie wolno robić, ale wspomnimy, że klimat tej kaplicy był niecodzienny. Z jednej strony z każdej strony aż bił złoty kolor - z pozłacanych rzeźb, ikon, żyrandoli, a z drugiej strony panowała tam lekko mroczna aura. Najcenniejszym artefaktem w klasztorze jest ikona Matki Boskiej Kykkotissa, przechowywana właśnie w kaplicy.
Opuszczaliśmy klasztor Kykkos przemarznięci do szpiku kości, bo wysokość 1220 m n.p.m. mocno dawała o sobie znać, ale bardzo zadowoleni z duchowej uczty, jaką był spacer po klasztorze.
Z klasztorem Kykkos mocno związana jest postać Makariosa IIII, arcybiskupa i pierwszego prezydenta niepodległego Cypru. Jest to postać niejednoznaczna, uznawana za bohatera narodowego przez greckich Cypryjczyków, ale równocześnie krytykowanego przez tureckich Cypryjczyków. Makarios przyczynił się do niepodległości Cypru i rządził nim w latach 1960-77, gdy Cypr przechodził przez bardzo burzliwe dzieje, z podziałem wyspy włącznie. My odwiedziliśmy jego pomnik i znajdujący się nieopodal skromny grób.
Nie spodziewaliśmy się po Cyprze takich widoków. I wszystko byłoby super, gdyby nie przeraźliwe zimno w połączeniu z okropnym wiatrem, które ewidentnie wygrywały starcie z naszymi wiosennymi kurtkami.
Kaplica Throni została wzniesiona w 2011 roku, na szczycie wzgórza, nieopodal pomnika i grobu Makariosa III. Przeznaczeniem tego miejsca jest kontemplacja, czemu sprzyjają fantastyczne górskie widoki i bliskość klasztoru Kykkos.
Koniecznie musimy wspomnieć o drodze z Troodos przez Kykkos i dalej do Pafos. Byłaby to całkiem zwyczajna górska droga, z licznymi serpentynami, zimą zupełnie pusta, gdyby nie jeden drobny szczegół. Dosłownie co chwilę na drodze znajdowały się kamienie, które spadały ze zboczy. Czasem były to niewielkie kamyki, ale czasem głazy wielkości piłki do koszykówki, a nawet i większe. Raz, że trzeba było bardzo uważać, żeby na nie nie najechać, ale przede wszystkim mocno trzymaliśmy kciuki, żeby coś na nas nie spadło. Nie była to komfortowa jazda.
Kolejnym przystankiem w drodze do Pafos był klasztor Chrysoroyiatissa. Założono go w 1152 roku, a główny budynek cerkwi jest datowany na 1770 rok. Zalicza się go do najważniejszych klasztorów na wyspie, przy czym pod wieloma względami bardzo ustępuje klasztorowi Kykkos.
Jest to klasztor mniejszy, dużo skromniejszy, nawet nieco zaniedbany. Mnisi mają swoją winnicę i produkują wina, które można kupić w przyklasztornym sklepiku.
Jest to miejsce znacznie rzadziej odwiedzane przez turystów niż Kykkos. Tu można nieco pokontemplować - jest tu cisza, spokój, piękne widoki, a przy tym klimat już znacznie łagodniejszy. Specjalnie jechać do tego miejsca niekoniecznie warto (zwłaszcza że jest dość daleko od wszelakich innych atrakcji), ale po drodze jak najbardziej można wstąpić.
Nasza wycieczka w góry Troodos była długa, intensywna, potoczyła się niekoniecznie zgodnie z planem, ale byliśmy z tego wyjazdu zadowoleni. Poczuliśmy górski klimat Cypru, pochodziliśmy po Omodos, odwiedziliśmy dwa jakże różne klasztory, a przy tym mieliśmy mnóstwo pięknych widoków.
Na koniec dnia zajechaliśmy do tawerny w miejscowości Simou. Na Cyprze mamy wyraźne rozróżnienie pomiędzy tawernami a restauracjami. Te pierwsze oferują jedzenie greckie lub cypryjskie, menu jest krótkie (w tej tawernie był tylko jeden ustalony zestaw), często posiłki są okazją do spotkań dla okolicznych mieszkańców, posiłki są spożywane w luźnej atmosferze, bez pośpiechu, a same tawerny mają prosty wystrój. Dokładnie taki klimat miała ta tawerna, dostaliśmy dużo pysznych rzeczy, więc trudno o lepsze zakończenie dnia.
Wąwóz Avakas, okolice Pafos
Ostatni dzień pobytu w zachodniej części Cypru poświęciliśmy na eksplorację wąwozu Avakas oraz pobliskich wybrzeży. W przypadku wąwozu pierwszym wyzwaniem niespodziewanie okazał się dojazd na parking. Prowadzą do niego dwie szutrowe drogi, obie w fatalnym stanie, wymyte przez wodę. Daliśmy radę, ale lekko nie było.
Wąwóz został wyżłobiony przez rzeczkę Avgas, a wapienne skały okazały się podatne na procesy erozyjne. W efekcie powstał głęboki i wąski wąwóz, który jest jednym z najciekawszych szlaków trekkingowych na Cyprze.
Takie miejsca przywoływały wspomnienia z innych podobnych miejsc, w których mieliśmy okazję być. Najbardziej przypominało nam to krajobraz z Wadi Numeira z Jordanii.
Bardzo fajne w tym szlaku było to, że co chwilę zupełnie zmieniały się krajobrazy. Ani przez chwilę nie było nudy czy uczucia monotonii.
Istnieje kilka opcji odnośnie trasy trekkingu. Można pójść wąwozem ok. 1,2 km, a następnie wrócić, można iść dalej i wrócić inną drogą, robiąc pętlę. My mieliśmy w planie zwiedzić tego dnia jeszcze kilka innych miejsc, więc wybraliśmy opcję krótszą, tam i z powrotem.
Spacer po wąwozie Avakas liczył niespełna 3 km i zajął nam 1,5 godziny. Było to świetne doświadczenie, odrobinę wymagające, ale bez ekstremalnych trudności, za to dostarczające mnóstwo satysfakcji. Zdecydowanie polecamy!
Okolice Pafos obfitują w ciekawe nadbrzeżne formacje takie jak klify czy jaskinie. Jadąc wzdłuż wybrzeża raz po raz zatrzymywaliśmy się, by spędzić chociaż kwadrans w kolejnym ładnym miejscu. Na zdjęciu White River Beach, a w tle półwysep Akamas.
Latem woda w Morzu Śródziemnym na cypryjskich plażach jest bardzo ciepła, w sierpniu temperatura wody sięga 28 stopni. A jak jest zimą? Podczas naszego pobytu temperatura morza wynosiła mniej więcej 19-20 stopni. Czy byli amatorzy kąpieli? Na plażach po zachodniej stronie wyspy, w okolicach Pafos spotkaliśmy pojedynczych śmiałków wchodzących do wody. Być może wynikało to z wietrznej pogody, która nie sprzyjała plażowaniu. Ale już na plażach wokół Ayia Napa, na południowym wschodzie, plażowiczów było znacznie więcej, a sporo z nich korzystało z kąpieli w morzu. Przy czym tam sprzyjała temu słoneczna, niemal bezwietrzna pogoda.
Oglądając kolejne zdjęcia wybrzeża kilka słów poświęcimy jedzeniu na Cyprze. Kuchnia cypryjska ma wiele cech wspólnych z kuchnią grecką, choć widoczne są tu też wpływy tureckie i bliskowschodnie. Niemal w każdej restauracji znajdziemy typowe greckie dania takie jak souvlaki (grillowane kawałki mięsa), musaka (warstwowa zapiekanka z bakłażanem, mięsem mielonym i ziemniakami) czy stifado (gulasz mięsny).
Bardzo fajnym pomysłem na obiad jest też meze. To coś w rodzaju dania degustacyjnego, gdzie przynoszonych jest kilka przystawek (często humusy i sałatki), a następnie kilka rodzajów mięsa, z sosami lub tzatzikami. Dwa razy zamówiliśmy meze i za każdym razem byliśmy bardzo zadowoleni. Meze kosztuje ok. 23-25 euro za osobę, przy czym trzeba je zamówić dla co najmniej dwóch osób. Jest też opcja meze z owocami morza, ale tego już nie zaryzykowaliśmy :).
Restauracje i tawerny na obiady wybieraliśmy dość starannie, ale musimy przyznać, że wszędzie było smacznie lub bardzo smacznie. Ani razu nie byliśmy zawiedzeni. Typowe danie w restauracji cypryjskiej kosztowało z reguły 15-20 euro, obiad dla 4-osobowej rodziny zazwyczaj oznaczał koszt 70-80 euro.
Warto też zaznaczyć, że zwyczajowo daje się tu napiwki, do 10% rachunku. Nie jest to jednak wymóg. Jeśli chodzi o słodycze, też Cypryjczycy mają swoje lokalne specjały. Nam najbardziej chyba zasmakowało galaktoboureko - ciastko o konsystencji budyniu, otoczone ciastem filo.
Na chwilę przerywamy wątek kulinarny, bo koniecznie musimy zareklamować pewne niepozorne miejsce, na które trafiliśmy nieco przypadkowo, a które nas zauroczyło i zachwyciło. To Peyia Sea Caves. Po zostawieniu auta na parkingu wita nas taki oto widok - bardzo ładnie, ale jeszcze nie spektakularnie.
Wystarczy jednak 10 minut spaceru wybrzeżem, by dotrzeć do absolutnie fantastycznego miejsca, jednego z najładniejszych, jakie odwiedziliśmy podczas całego naszego pobytu na Cyprze.
Ta mała zatoczka oferowała już ciekawe formy skalne...
... ale po chwili nasze zmysły po prostu eksplodowały. Przepiękne formy skalne, wyrzeźbione przez wiatr i wodę, do tego błękitne niebo i morze, czego chcieć więcej? Absolutnie fantastyczne miejsce, w dodatku wymagające bardzo niewiele wysiłku, by do niego dotrzeć.
Wracając jeszcze na chwilę do wątku kulinarnego, jeśli ktoś lubi śniadania w stylu angielskim (my nie), to na Cyprze będzie miał dość szeroką ofertę w tym zakresie.
Aby zjeść smacznie i niedrogo, warto poszukać sieciowych sklepów Zorbas, które oferują sporo wypieków, serów, jogurtów, kanapek, a także słodyczy. Bez problemu można tam zaopatrzyć się we wszystko, co potrzebne na śniadanie i przekąski na resztę dnia.
Na koniec tego wątku wspomnimy jeszcze o kawach. Bez problemu można zamówić kawy znane na całym świecie (cafe latte, capuccino, espresso), a lokalnym rarytasem jest kawa cypryjska - bardzo mocna, w małym kubeczku, podawana razem z kubkiem wody. Pod względem kulinarnym nasz pobyt na Cyprze był bardzo udany. Spróbowaliśmy wielu nowych potraw, generalnie było bardzo smacznie, a jeśli mielibyśmy wybrać najlepszą restaurację, w jakiej jedliśmy, byłaby to libańska restauracja Maqam Al-Sultan. w Larnace.
Naszą relację z zachodniej części Cypru kończymy zdjęciem z jednej z największych atrakcji Cypru - skały Afrodyty. To tu, wedle legend, Afrodyta wyłoniła się z fal morskich. Ale czy to przez lekko pochmurną pogodę, czy to przez sporą liczbę innych turystów miejsce to nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia. Niemniej, w naszej opinii, robienie z tej skały jednej z większych atrakcji całej wyspy jest nieporozumieniem.
Ayia Napa, Larnaka
Kolejny słoneczny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie południowo-wschodnich krańców wyspy, czyli okolic Ayia Napa. Zaczęliśmy od wspięcia się na wzgórze, na którym znajduje się taki oto kościółek proroka Eliasza. W internecie są różne wersje odnośnie liczby schodów, jakie trzeba pokonać, by dotrzeć na górę - podawane są liczby od 150 do 300. Nasi chłopacy dostali zadanie policzenia schodów i choć nie byli do końca zgodni, to ostatecznie orzekli, że było ich mniej więcej 175.
Sam kościół wygląda na stary, ale dość niespodziewanie okazało się, że powstał w 1984 roku. Jego styl nawiązuje do architektury bizantyjskiej, a do budowy użyto lokalnego kamienia. Wcześniej w tym samym miejscu też istniała kaplica. Ze wzgórza mieliśmy ładną panoramę na miejscowość Protaras.
Miejsce to wyróżniało się jeszcze jedną rzeczą. Drzewa i krzewy zarówno na wzgórzu, jak i u podnóża były ozdobione setkami, albo i tysiącami kolorowych wstążek z intencjami, a częściej wspomnieniami osób, które zmarły. I choć kościół był zamknięty, to całe to miejsce miało bardzo fajny klimat.
Kawałek dalej, na zupełnym odludziu znajduje się kościółek Agioi Saranta. Wykorzystuje on niewielką naturalną jaskinię, którą zagospodarowano i obudowano. Do tego kościółka można zajrzeć. Co ciekawe, jest to świątynia greckokatolicka, a dedykowano ją 40 męczennikom jeszcze z czasów rzymskich, którzy w IV w. n.e. zostali straceni za wiarę chrześcijańską.
Naszym głównym celem tego dnia były jednak plaże i wybrzeże morza. Ten zakątek Cypru słynie z przepięknych plaż i w zestawieniach na najlepsze plaże na wyspie czołowe miejsca zajmują zwykle plaże z okolic Protaras i Ayia Napa. Na początek wybraliśmy się na Konnos Beach, która jest otoczona wysokim brzegiem. Dzięki temu plaża ta jest dobrze osłonięta przed wiatrem, a ponadto z góry jest na nią fajny widok.
Plaża ta jest szczególnie polecana dla rodzin z dziećmi. Na nas miejsce to wywarło bardzo dobre wrażenie, choć tutaj jeszcze nie zaryzykowaliśmy kąpieli morskiej.
Następnym przystankiem było Cape Greco. Teren ten jest częścią parku narodowego, a wyróżnia się przede wszystkim wapiennymi klifami, jaskiniami i brakiem większej infrastruktury turystycznej. Do samego końca przylądka nie można jednak dotrzeć, bo znajduje się tam baza wojskowa i teren jest ogrodzony.
Kolejną cechą charakterystyczną Cape Greco jest czysta, turkusowa woda. Dlatego też miejsce to jest popularne wśród amatorów snorkelingu i nurkowania.
Przy Cape Greco wytyczono szlaki spacerowe i rowerowe, jednak tym razem trekkingi odpuściliśmy z racji braków czasowych oraz rozleniwiającego słońca.
Popularnym miejscem wśród turystów są Sea Caves Ayia Napa. Jest tam również okno skalne ze świetnym widokiem na jaskinie, ale trzeba wiedzieć, że aby do niego dojść, trzeba nieco zejść w dół w odpowiednim miejscu, gdyż łatwo je przeoczyć.
W rankingach na najlepszą plażę na Cyprze jako zwycięzcę często wskazuje się Nissi Beach. Chcieliśmy przekonać się sami, czy te pochlebne opinie są zasłużone.
Nissi oferuje fajny piasek, dużo miejsca, bardzo łagodne zejście do morza oraz fragment plaży osłonięty przez małą wysepkę od wiatru. Z przyjemnością spędziliśmy tu trochę czasu i w końcu wykąpaliśmy się w morzu. Woda była taka sobie - z początku lekko chłodnawa, ale po paru chwilach już było okej. Po kąpieli była możliwość skorzystania z prysznica w cenie 1 euro za 1 minutę. Całościowo bardzo nam się tu podobało.
Autentyczny port rybacki o tradycyjnym, lokalnym charakterze. Brzmi interesująco, prawda? Skuszeni takim hasłem pojechaliśmy do Liopetri. I nie żałowaliśmy, choć pod niektórymi względami miejsce to nas zaskoczyło.
Port ten wyglądał trochę jak południowo-wschodnia Azja. Wiele konstrukcji wyglądało tak, jakby trzymało się na słowo honoru. Choć jakieś elementy nowoczesności też się pojawiały, jak np. jakiś panel słoneczny czy zbiornik na wodę. Niesamowity jednak był kontrast między odległymi o parę kilometrów nowoczesnymi hotelami, pięknymi plażami, a portem, gdzie czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu.
Przed rozwojem masowej turystyki rybołówstwo było ważnym segmentem gospodarki Cypru. Obecnie rola połowów ryb bardzo zmalała, po części za sprawą zmniejszających się łowisk, po części za sprawą ograniczeń nakładanych przez UE, a po części za sprawą zmian stylu życia na samym Cyprze, w tym rozwoju turystyki. Jednak lokalnie, właśnie w Liopetri, Paralimni czy Pafos rybołówstwo przetrwało.
Ayia Napa do połowy ubiegłego wieku była spokojną osadą rolniczą i rybacką z najważniejszym zabytkiem w postaci widocznego na zdjęciu klasztoru. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat miejscowość ta przeszła jednak niesamowitą metamorfozę. Obecnie Ayia Napa jest znana na całą Europę jako wielka imprezownia - z klubami, barami, festiwalami muzycznymi. Pobudowano mnóstwo hoteli, a okoliczne plaże uznawane są za najlepsze na Cyprze.
Te trzy rzeźby postawiono w centrum Ayia Napa w 2016 roku. W obliczu zmieniającej się roli tej miejscowości w kurort turystyczny rzeźby te mają przypominać proste, wiejskie życie lokalnych mieszkańców, jakie wiedli oni przez poprzednie dziesiątki lat. Autorem rzeźb był cypryjski rzeźbiarz Filippos Yiapanis.
Jazda po centrum Ayia Napa była jednym z ciekawszych doświadczeń na Cyprze. Gdy wjechaliśmy do ścisłego centrum okazało się, że wszystkie uliczki są jednokierunkowe, do tego wąskie, jeździ się po nich ciężko, a mapy Google nie zdają egzaminu (proponują jazdę pod prąd). Sporo napociliśmy się, żeby wydostać się z tego rewiru, bodaj dwa razy wróciliśmy do punktu wyjścia nim w końcu odnaleźliśmy właściwą drogę.
Ten budynek to nasz największy wyrzut sumienia z całych cypryjskich wakacji. Cerkiew św. Łazarza z IX w. w Larnace uznawana jest za jeden z najważniejszych kościołów na wyspie. Byliśmy tuż koło niego pewnie ze cztery razy, za każdym razem, gdy na koniec dnia szukaliśmy dobrej restauracji lub innych rozrywek w Larnace. Za każdym razem jednak cerkiew była już zamknięta. Wypisaliśmy sobie godziny otwarcia i chcieliśmy w końcu zobaczyć tę cerkiew w środku ostatniego dnia naszych wakacji, ale na tyle długo korzystaliśmy z uroków plażowania, że znów pocałowaliśmy klamkę. Z ciekawostek, w podziemiach tego kościoła znajduje się domniemany grób św. Łazarza.
Sama Larnaka zaś przypadła nam do gustu najbardziej spośród wszystkich większych miast Cypru, jakie odwiedziliśmy. Wieczorami spacerowaliśmy sobie po promenadzie, korzystaliśmy z bardzo bogatej oferty gastronomicznej, chłopacy znaleźli sobie atrakcję w postaci Rotating Arm. Duże ramię obracało się wokół osi, a chłopacy musieli przeskakiwać nad nim lub prześlizgiwać pod nim.
Larnaka już w czasach starożytnych była jednym z najważniejszych miast na Cyprze, stąd może pochwalić się ruinami z tamtych czasów. Obecnie Larnaka to połączenie tradycji (zabytki, kościoły, fort, mauzoleum Hala Sultan Tekke) z nowoczesnością (największe lotnisko, port dla jachtów, piękne plaże, tętniąca życiem promenada Finikoudes).
Bardzo dobrym pomysłem było wynajęcie apartamentu nieopodal Larnaki, w miejscowości Oroklini. Mieliśmy stąd bardzo blisko do plaż w okolicach Ayia Napa, niecałą godzinę jazdy do Nikozji, odrobinę dalej do górskich wiosek w masywie Troodos i niedaleko do Limassol i Larnaki.
Osiołek jest jednym z nieformalnych symboli Larnaki, mających przypominać rolnicze korzenie tutejszej ludności. Obecnie osiołki wykorzystywane są do przejażdżek turystycznych, a także jako maskotki.
Cypr Północny, Nikozja
W Nikozji byliśmy dwa razy. Najpierw na szybko, by tylko ruszyć na wycieczkę po Cyprze Północnym, ale następnego dnia wróciliśmy, by spokojnie pospacerować po stolicy Cypru. Obecnie jest to miasto podzielone płotem, zasiekami, granicą z prawdziwego zdarzenia. Zdarza się, że spacerując po greckiej części Nikozji ni stąd ni zowąd widzimy flagi Turcji i Cypru Północnego raptem kilkadziesiąt metrów dalej.
Przy tzw. Zielonej Linii, jak powszechnie bywa nazywana granica pomiędzy Cyprem i Cyprem Północnym, można znaleźć sporo emocjonalnych nawiązań do konfliktu z 1974 roku.
Nie wydając osądów, spróbujmy nakreślić, co stało się w 1974 roku. Po powstaniu niepodległego Cypru ustanowiono parytety we władzach i administracji dla greckich Cypryjczyków (stanowiących prawie 80% ludności) oraz tureckich Cypryjczyków (prawie 20%). System ten słabo funkcjonował i po 3 latach Turcy wycofali swoich przedstawicieli z władz.
W 1964 roku ONZ wyznaczyła w Nikozji tzw. Zieloną Linię, dzielącą obie społeczności i wysłała siły pokojowe. Obie społeczności miały jednak różne wizje odnośnie przyszłości wyspy. Grecy dążyli do zjednoczenia z Grecją lub do utrzymania niepodległego, jednolitego państwa na całej wyspie. Turcy optowali za szeroką autonomią obszarów zamieszkałych przez nich lub za podziałem Cypru na dwa niezależne państwa. A na zdjęciu już turecka część Nikozji.
Konflikt wybuchł latem 1974 roku, gdy rządząca wówczas w Grecji junta wojskowa obaliła prezydenta Makariosa III (opowiadającego się za niepodległym Cyprem) i zainstalowała na jego miejscu zwolennika zjednoczenia z Grecją. Turcy poczuli się zagrożeni, uznali to za złamanie konstytucji i kilka dni później armia turecka przeprowadziła inwazję mającą bronić interesów swoich pobratymców.
Dość intensywne walki trwały około miesiąca, pochłonęły ok. 2500 ofiar, obie strony konfliktu mają na swoim koncie zbrodnie wojenne. Turcja zajęła 37% wyspy, część północno-wschodnią, gdzie przed wybuchem wojny mieszkało najwięcej Turków. Po zakończeniu walk nastąpiły masowe przesiedlenia Greków i Turków do "swoich" stref. Na arenie międzynarodowej zgodnie uznano turecką interwencję za nielegalną, co ma bardzo poważne konsekwencje do dnia dzisiejszego. Grecki Cypr jest normalnym państwem, członkiem Unii Europejskiej i wielu innych organizacji międzynarodowych. Turecki Cypr jest parapaństwem, uznawanym jedynie przez Turcję, obłożonym wieloma dotkliwymi sankcjami.
Na chwilę przerywamy wątek historyczny, by przyjrzeć się niezwykle ciekawej budowli. To karawanseraj Büyük Han. Powstał tuż po przejęciu Cypru przez Osmanów, w 1572 roku. Pełnił funkcję zajazdu i centrum handlowego. Podróżnicy i kupcy mogli tu zatrzymać się i kupić potrzebne im rzeczy. Nasze dzieci były zaciekawione, gdyż w planszówce "7 Cudów Świata" (nota bene świetna gra!) jedna z kart to właśnie "karawanseraj", a teraz mogły przekonać się na własne oczy, co to takiego.
W karawanseraju wybudowano też mały meczet, widoczny na zdjęciu. W czasach rządów brytyjskich miejsce to zostało przeznaczone na więzienie, a po konflikcie z 1974 roku mocno podupadło. Na szczęście pod koniec XX wieku zostało odrestaurowane i obecnie mieszczą się tu małe warsztaty rzemieślnicze i sklepiki z pamiątkami.
Zajrzeliśmy na moment do meczetu, ale najciekawsze w karawanseraju okazały się małe sklepiki z pamiątkami.
Mieliśmy okazję do kilku pogawędek z ludźmi z tych punktów, którzy bardzo chętnie objaśniali, co wytwarzają, często angażując do tego całe rodziny.
Oglądając jeszcze przez chwilę karawanseraj, wróćmy do wątku historycznego. Przez ponad już 50 lat podziału wyspy podejmowano wiele prób dogadania się obu stron. Najbliżej porozumienia było w 2004 roku, gdy przeprowadzono referendum w obu częściach Cypru odnośnie zjednoczenia wyspy. Za zjednoczeniem było 65% Turków, ale tylko 24% Greków i projekt upadł. Obecnie rozmowy zjednoczeniowe znajdują się w głębokim impasie i nie zanosi się na szybkie rozwiązanie problemu.
Co jednak jest pozytywne, stopniowo znoszone są różne, często bardzo uciążliwe bariery pomiędzy obiema stronami. Od 2003 roku otwarto granicę, którą obecnie obywatele Unii Europejskiej mogą przekraczać za okazaniem dowodu osobistego. Ok. 3000 Turków cypryjskich pracuje po południowej stronie. Cypr Północny poluzował także pewne ograniczenia w poruszaniu się po swoim terenie, np. od 5 lat zezwala na zwiedzanie opuszczonego miasta Varosha.
Cypryjczycy z północy często przekraczają granicę, by zrobić zakupy w sklepach, których u nich nie ma (to skutek międzynarodowych sankcji). Widzieliśmy sporo ludzi obładowanych siatkami, którzy zmierzali po greckiej stronie do przejścia granicznego.
Jeszcze kilkanaście lat temu pomiędzy obiema społecznościami panowała spora wrogość. Przewodniczka, która przez cały dzień oprowadzała nas po Cyprze Północnym, opowiadała, że 10-15 lat temu strach było jechać autem na blachach Cypru Północnego na stronę południową, bo zawsze ktoś mógł przebić opony, rzucić kamieniem. Dziś można już jeździć bez obaw, choć przekraczanie granicy bywa bardzo mozolne i długie.
Innym bardzo ciekawym aspektem jest kwestia obywatelstwa mieszkańców Cypru Północnego. Obywatelstwo Cypru Północnego jest problematyczne, jako że jest to kraj nieuznawany niemal na całym świecie. Ale mieszkańcy tureckiej części wyspy mogą w dość łatwy sposób pozyskać obywatelstwo tureckie, co daje im nie tylko możliwość podróżowania po świecie, ale też możliwość głosowania w tureckich wyborach. Nasza przewodniczka stwierdziła, że na wyspie wyjątkowo niepopularny jest obecny prezydent Turcji Erdogan, który w ostatnich wyborach uzyskał tu ledwie 2% głosów.
Ale jest też możliwość dla rodowitych Cypryjczyków i dzieci rodowitych Cypryjczyków, by uzyskać obywatelstwo Republiki Cypru i zarazem obywatelstwo Unii Europejskiej. Opcja ta cieszy się dużą popularnością. Szacuje się, że spośród ok. 500 tys. mieszkańców Cypru Północnego ok. 120 tys. skorzystało z tego ułatwienia.
Cypryjczyków z południa bardzo boli jeszcze jedna kwestia. Po konflikcie z 1974 roku do części północnej napłynęło tysiące osadników z Turcji właściwej. W istotny sposób zmieniło to strukturę narodowościową na wyspie. Przypomnijmy, że przed konfliktem proporcja wynosiła 80-20 na korzyść Greków, obecnie wynosi ona, wedle szacunków, już tylko 65-35 na korzyść Greków. Przy ewentualnym przyszłym zjednoczeniu może to mieć bardzo poważne konsekwencje.
Ten budynek to pamiątka po brytyjskim panowaniu na Cyprze. Przyznać trzeba, że turecka część Nikozji prezentowała się zadziwiająco dobrze. Sporo zadbanych uliczek, ładne budynki, odnowiony piękny meczet Selimiye, karawanseraj - to wszystko składało się w fajną całość.
W części greckiej mieliśmy za to małą przygodę. Wyjechaliśmy z parkingu i mega ciasną uliczką, na której dodatkowo były zaparkowane auta, przeciskaliśmy się, by wydostać się z tego rewiru. Problem powstał, gdy jedno z zaparkowanych aut zablokowało wyjazd z ulicy. Ta była na tyle wąska, że nie było mowy o zawróceniu, więc z duszą na ramieniu powolutku wycofaliśmy się do tyłu. Udało się, emocji było sporo, a całej akcji przyglądali się z ciekawością posterunkowi z Zielonej Linii :).
Tym samym żegnamy się z ostatnią podzieloną stolicą w Europie, jak bywa nazywana Nikozja. Może za jakiś czas podział zniknie i znów będzie to jedno dobrze prosperujące miasto.
Famagusta, Kyrenia
Z Cyprem Północnym witamy się, widząc gigantyczną flagę tego państwa (takiej terminologii będziemy używać, bo de facto jest to państwo) na zboczu góry Besparmak. W latach 80. XX wieku miejscowi zbudowali z białego i czerwonego kamienia flagę o rozmiarach 420x250 metrów, a obok zamieścili cytat z Atatürka, który w tłumaczeniu znaczy "Jakże szczęśliwy jest ten, kto może powiedzieć, że jest Turkiem”. Celem tej instalacji było pobudzenie dumy narodowej u Turków cypryjskich, a także wzbudzenie irytacji po stronie greckiej, z której ta flaga jest także widoczna. Co kilka lat flaga ta jest restaurowana i patrząc na jej obecny stan pewnie kolejna renowacja nastąpi już niedługo.
Oglądając zdjęcia z Varoshy, czyli cypryjskiego ghost town, do którego za chwilę przejdziemy, dwa słowa wstępu odnośnie naszej jednodniowej wycieczki do Cypru Północnego. Autem z wypożyczalni nie mogliśmy przekroczyć granicy, zatem poszukaliśmy miejscowego przewodnika, który zawiózłby nas do najciekawszych miejsc i opowiedział o realiach życia w tureckiej części Cypru.
Ustaliliśmy z przewodniczką program zwiedzania, przedstawiliśmy, co koniecznie chcemy zobaczyć (takim miejscem była właśnie Varosha), umówiliśmy się na spotkanie zaraz przy przejściu granicznym i reszta była już w rękach naszej przewodniczki.
Najpierw pojechaliśmy do Varoshy. Przed konfliktem w 1974 roku był to turystyczny kurort, goszczący ówczesnych celebrytów z całej Europy. Uważano go za jeden z najlepszych kurortów w basenie Morza Śródziemnego. Nawet po upływie ponad 50 lat widać, że było to miejsce prestiżowe.
Gdy wojska tureckie zbliżały się do Famagusty (Varosha jest dzielnicą Famagusty), Grecy, którzy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców Varoshy, w popłochu uciekli. Zapewne liczyli, że gdy tylko sytuacja uspokoi się, będą mogli powrócić.
Po miesiącu sytuacja się ustabilizowała, ale wojska tureckie zamknęły dostęp do Varoshy. ONZ w kolejnych rezolucjach wzywała Turcję do umożliwienia powrotu dotychczasowych mieszkańców, ale rezolucje te nie były przez Turcję respektowane.
Jednak Turcja nie zdecydowała się na przekazanie nieruchomości w ręce Turków cypryjskich i miasto pozostało przez długie lata strefą zamkniętą, do której nikt postronny nie miał prawa wstępu.
W 2020 roku władze Cypru Północnego zdecydowały się na otwarcie miasta dla turystów. W tym celu wyremontowano kilka głównych ulic, po których można swobodnie spacerować. Zakazany jest natomiast wstęp do budynków, o czym przypominają liczne tablice i barierki.
Przy okazji postanowiono przedstawić turecki punkt widzenia na kwestie własnościowe w Varoshy. W wielu miejscach postawiono tablice z "dowodami", że ziemie, na których zbudowano te wszystkie domy i hotele, na mocy jeszcze praw osmańskich tak naprawdę należą do Turków, a nie do Greków. Wszelkie dostępne dane wskazują jednak, że zdecydowana większość gruntów w Varoshy należała do Greków.
Warto też dodać, że do dziś stacjonuje tu oddział żołnierzy ONZ, składający się ze Słowaków. Ich siedziba to jedyne miejsce w Varoshy, którego nie wolno fotografować. Nie wolno tu też latać dronami.
Wizyta w Varoshy była bardzo ciekawym doświadczeniem. To miejsce to trochę takie współczesne Pompeje. Nagle stało się coś, co spowodowało, że w przeciągu mgnienia oka ludzie zniknęli ze sporego (wedle szacunków mieszkało tu 20-40 tys. ludzi) miasta. Rdzewiejący żuraw, porzucona budka z lodami, salon Toyoty i wiele innych miejsc mocno pobudzały wyobraźnię. Varosha była jednym z najciekawszych miejsc, jakie odwiedziliśmy na całej wyspie.
Po zwiedzeniu Varoshy mieliśmy wybór: albo ruiny rzymskiego miasta w Salaminie, albo stare miasto w Famagusta. Po chwili zastanowienia wybraliśmy Famagustę. Osada ta w starożytności pozostawała w cieniu ważniejszej Salaminy, ale w średniowieczu, zwłaszcza za panowania francuskich krzyżowców, sytuacja uległa odwróceniu.
To właśnie za Franków Famagusta stała się bardzo ważnym portem handlowym, który konkurował z Genuą czy Wenecją. Wtedy też, na początku XIV wieku, powstała monumentalna katedra św. Mikołaja, która została później przemieniona przez Turków na meczet.
Ciekawa historia wiąże się z drzewem, które widać na zdjęciu. Legenda głosi, że to drzewo figowe posadzono jest rok po rozpoczęciu budowy katedry, czyli w 1299 roku. Współczesne badania potwierdziły, że wiek tego drzewa wynosi ok. 700 lat.
To już wnętrze katedry św. Mikołaja, choć raczej powinniśmy napisać meczetu Lali Mustafy Paszy (nazwa na część dowódcy osmańskiego, który w 1571 roku zdobył Famagustę po 11-miesięcznym oblężeniu). Zaraz po zdobyciu miasta przez wojska osmańskie katedra została przemieniona w meczet. W środku zmieniono niemal wszystko - zamalowano freski na ścianach, usunięto wszelkie chrześcijańskie symbole, dodano symbolikę właściwą dla islamu i kultury tureckiej.
Natomiast w strukturze zewnętrznej gotycki kościół został zachowany w niemal niezmienionej formie. Jedynym muzułmańskim dodatkiem jest widoczny po lewej stronie minaret.
W starym mieście Famagusty zachowało się sporo pozostałości po Frankach, a także po Wenecjanach, którzy Franków wyparli. To właśnie Wenecjanie wznieśli tu potężne obwarowania, których część przetrwała do dziś. W XV i XVI wieku Famagusta uważana była za najbardziej ufortyfikowane miasto we wschodnim basenie Morza Śródziemnego.
I ciekawostka. Gdy Brytyjczycy przejęli Cypr od Imperium Osmańskiego, wyspa miała sporo terenów o dużej wilgotności - choćby twierdzę Famagusta otaczała fosa z wodą. W połączeniu z ciepłym klimatem sprzyjało to rozprzestrzenianiu się takich chorób jak malaria. Szczególnie mocno odczuwali to żołnierze brytyjscy, więc podjęto decyzję o osuszeniu mokrych terenów i likwidacji fosy w Famagusta. Wkrótce malaria na Cyprze zaniknęła.
Kolejną cypryjską pamiątką po krzyżowcach jest klasztor Bellapais. Założyli go w XIII wieku norbertanie, którzy znaleźli na wyspie schronienie po upadku Królestwa Jerozolimskiego. Wybudowany w stylu gotyckim klasztor jest dziś jednym z najcenniejszych cypryjskich zabytków.
Początkowo klasztor nosił nazwę Opactwo Najświętszej Marii Panny z Gór, jednak w życiu codziennym przyjęła się francuska nazwa Bellapais, co oznacza "piękny pokój".
Zdobycie Cypru przez Imperium Osmańskie oznaczało koniec świetności klasztoru. Stopniowo tracił on na znaczenie i w końcu został opuszczony przez zakonników.
Dziś stanowi nie tylko atrakcję turystyczną, ale jest też miejscem koncertów muzyki klasycznej, wystaw i wydarzeń artystycznych.
Pozostając jeszcze przez chwilę w klasztorze Bellapais, opowiemy o kilku niedogodnościach, jakie wiążą się z życiem w państwie, które nie jest uznawane przez społeczność międzynarodową. Przewodniczka skarżyła się, że jeśli ktoś chce zamówić coś na Alliexpres, Temu lub w Amazonie, to nie może wybrać jako miejsce dostawy Cypru Północnego. Zamawiają więc na adres rodziny lub przyjaciół mieszkających w Turcji lub na Cyprze "południowym".
Mieszkańcy Cypru Północnego w dużej mierze wyłączeni są ze światowych systemów finansowych. Produkty made in Northern Cyprus na wielu rynkach uważane są za nielegalne. Sportowcy nie mogą rywalizować w międzynarodowych zawodach. Z jedynego lotniska można polecieć tylko do Turcji, z portów morskich także można popłynąć tylko do Turcji. Lista problemów jest naprawdę dość długa.
My tymczasem przenosimy się do Kyrenii (po turecku Girne), uważanej za jedno z najładniejszych miast po tej stronie Cypru. Znane jest ono przede wszystkim z dwóch miejsc - portu oraz zamku.
Kyrenia została założona przez Greków przed trzema tysiącami lat i kolejne cywilizacje pozostawiały po sobie ślady, które można dziś odnaleźć. Nasz spacer zaczęliśmy od portu. Jest tu sporo restauracji, były też możliwości krótkich rejsów łodziami.
Akurat na zdjęciu mamy flagę turecką obok flagi Cypru Północnego, ale odnosiliśmy wrażenie, że w północnej części Cypru jest mniej flag Turcji niż flag Grecji w części południowej.
Pokręciliśmy się trochę po okolicznych uliczkach i było sporo fajnych, zadbanych zaułków. Raz jednak trafiliśmy w miejsce, które było straszliwie zapuszczone i główną myślą było to, by jak najszybciej tę okolicę opuścić.
Wedle słów naszej przewodniczki poziom życia na Cyprze Północnym jest wyższy niż w Turcji właściwej. Dlatego też nie brakowało chętnych do przeprowadzki z prowincji tureckiej na wyspę.
Przewodniczka pochwaliła się też, że gdy w Turcji wprowadzono zakaz hazardu i pozamykano kasyna, skorzystał na tym Cypr Północny, który ma osobne prawodawstwo i dopuszczał hazard. Powstały nawet firmy, które organizowały dla Turków z Turcji wycieczki na Cypr Północny, których jedynym punktem była wizyta w kasynie.
O związkach Cypru Północnego z Turcją ma przypominać pomnik Mustafy Kemala Atatürka, założyciela i pierwszego prezydenta Republiki Tureckiej. Możliwe, że Atatürk jest promowany akurat na Cyprze dlatego, że opowiadał się on za świeckim państwem, a wedle relacji naszej przewodniczki religijność miejscowych jest wyjątkowo powierzchowna.
Na koniec poruszymy jeszcze kwestię płatności. W tej części Cypru obowiązującą walutą jest lira turecka. Jednak w miejscach turystycznych, czyli tam, gdzie my zajeżdżaliśmy, bez problemu można było płacić w euro, a także w funtach czy dolarach. W niektórych miejscach nawet podawano ceny w euro. Warto też pamiętać, że roaming w UE kończy się na Zielonej Linii i na Cyprze Północnym już nie obowiązuje.
Zależało nam, żeby w trakcie naszego pobytu na Cyprze odwiedzić tą mało znaną część wyspy. Życie tutaj jest bardzo specyficzne i fajnie, że miejscowa przewodniczka opowiedziała nam sporo o tutejszych realiach. Spośród miejsc, które zwiedziliśmy, na pewno największe wrażenie zrobiła na nas Varosha i jeśli ktoś miałby czas tylko na jedną atrakcję z Cypru Północnego, to polecamy właśnie to miasto-widmo.
Nikozja, Fikardu, Lefkara
Ostatniego dnia wróciliśmy jeszcze na dwie godziny do Nikozji, żeby bardziej zagłębić się w to miasto. Pierwsze zaskoczenie spotkało nas tuż po zostawieniu auta na parkingu. Jako jedno z ciekawszych miejsc w Nikozji wymieniano plac Eleftheria. Przyjmowaliśmy to z lekkim powątpiewaniem - żeby plac był jakoś wielce ciekawy? A tymczasem faktycznie okazało się, że jest to miejsce niecodzienne.
Plac Wolności, bo tak należy tłumaczyć jego grecką nazwę, jest położony tuż przy starych murach weneckich, które oddzielały starą Nikozję od jej nowszej części. W 2005 roku ogłoszono międzynarodowy konkurs na rewitalizację placu, w którym wygrała słynna pracownia Zaha Hadid Architects.
Projekt nowego placu powstawał kilka lat i wyróżniał się takimi cechami jak płynne, futurystyczne formy z betonu, połączenie widocznych na zdjęciu murów weneckich z nowoczesną architekturą oraz stworzenie strefy przyjaznej dla pieszych.
Realizacja tego projektu przypadła na lata 2011-2021 i od kilku lat mieszkańcy stolicy Cypru, ale też turyści mogą podziwiać ten naprawdę ciekawy plac. Można nawet postawić tezę, że miejsce to stało się symbolem nowoczesnej Nikozji.
Na ścianach budynków nie brakowało nawiązań do tragicznych wydarzeń z historii najnowszej Cypru i Nikozji.
Ulica Ledra to najbardziej znany deptak w Nikozji. Pod koniec panowania Brytyjczyków dochodziło do wielu zamachów na żołnierzy brytyjskich, a na tej ulicy były one szczególnie częste. Po 1974 roku ul. Ledra została podzielona barykadami. Dopiero w 2008 roku na tej ulicy otwarto piesze przejście graniczne.
Nazwa Ledra została zaczerpnięta z antycznego państwa-miasta, które istniało w tym miejscu. Dziś jest to przestrzeń tętniąca życiem - pełna sklepików, zakładów usługowych i restauracji. Miejsce to jest dowodem na to, że pomimo różnych napięć politycznych i społecznych życie toczy się swoimi torami.
Bardzo pozytywnym zaskoczeniem było to, jak dobrze jeździło nam się po Cyprze. Połączenie ruchu lewostronnego i południowego stylu jazdy zwiastowało poważne perturbacje, tymczasem jazda po cypryjskich drogach była bezstresowa i spokojna. Inni kierowcy z rzadka trąbili, nie spotkaliśmy się z agresywną jazdą, wymuszaniem pierwszeństwa. Główny problem to była jazda po wąskich uliczkach w centrach miast. Generalnie jednak nie należy mieć obaw przed wypożyczeniem auta na Cyprze.
A to już Paphos Gate, jedno z bardziej rozpoznawalnych miejsc przy Zielonej Linii. Jest to jedna z trzech zachowanych do dziś bram weneckich. Dwie pozostałe, większe i bardziej efektowne to Kyrenia Gate i Famagusta Gate. Widoczna na zdjęciu Paphos Gate została zbudowana w 1567 roku. W okresie największych napięć między społecznością grecką i turecką po konflikcie w 1974 roku teren ten był zamknięty dla cywilów.
W tym miejscu zwracamy uwagę na cztery flagi - turecką, północnocypryjską, cypryjską i grecką, co oznacza, że na zdjęciu widzimy granicę. Warto również zwrócić uwagę na ślady po ostrzale na elewacji tego budynku.
Drugą część dnia postanowiliśmy spędzić w górach Troodos. Pierwsza nasza eskapada w góry nie była do końca udana z powodu pogody, tym razem jednak chcieliśmy zwiedzić wschodnią część masywu Troodos. Na zdjęciu przydrożne kapliczki, niezwykle charakterystyczne dla tego regionu Cypru. Często zbudowane są z kamienia, w środku mieści się ikona, kadzidło, świeczka. Buduje się je jako wotum dziękczynne, prośbę o opiekę lub jako pamiątkę tragicznych wydarzeń.
Pierwszym naszym celem było Fikardou - tradycyjna górska wioska, położona na wysokości 900 metrów n.p.m. Tyle wiedzieliśmy o niej przed przyjazdem.
Największy rozkwit Fikardou nastąpił w XVIII i XIX wieku, a mieszkańcy wioski zajmowali się głównie pasterstwem, rolnictwem i handlem. W XX wieku miejscowość, podobnie jak wiele innych górskich wiosek, została opuszczona przez mieszkańców.
Na miejscu spotkała nas jednak niespodzianka - ewidentnie coś tutaj się działo! Droga przez wioskę była zamknięta, zorganizowano parkingi, na których było sporo aut, a na głównej ulicy porozstawiano sporo straganów. Okazało się, że to świąteczny jarmark.
My jednak byliśmy bardziej zainteresowani domkami z czasów osmańskich i brytyjskich, które przetrwały do dziś w niezmienionej formie. Wspólne cechy tych domów to kamień jako główny budulec, dachy kryte dachówką, drewniane balkony wysunięte nad ulicę oraz wąskie, kręte uliczki dostosowane do górskiego terenu.
Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku władze cypryjskie uznały opuszczoną wieś za dobro narodowe i przeprowadziły konserwację, której celem było tylko zachowanie istniejącego stanu. W efekcie dziś możemy przechadzać się uliczkami i próbować wczuwać się, jak to miejsce wyglądało 200 czy 250 lat temu.
Dzięki tym działaniom Fikardou trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako przykład tradycyjnej górskiej wioski na Cyprze.
W jednym z budynków urządzono muzeum architektury ludowej. Co ciekawe, w ostatnich latach populacja Fikardou wzrosła z kilku do ponad 20 mieszkańców.
Fikardou bardzo nam się podobało. Pozwala nieomalże przenieść się w czasie, i to nie 50 lat, jak to miało miejsce w Varoshy, ale 200-250 lat. Fantastyczne miejsce!
Klasztor Panagia Machaira jest jednym z najważniejszych sanktuariów maryjnych na Cyprze. Nie jest to miejsce nastawione na turystów. Położone z dala od głównych turystycznych szlaków, w górach, w dodatku w klasztorze obowiązuje zakaz fotografowania - wszystko to składa się na to, że klasztor ten nie jest wymieniany jako miejsce warte odwiedzenia. Tymczasem jest to przepiękna budowla, której wnętrza były tak zadbane i tak ładne, że wydawały się wręcz nierealne. Brak turystów i spokojna, kameralna atmosfera tego miejsca skłania do kontemplacji i przemyśleń. Bardzo polecamy ten klasztor!
Góry Troodos są unikatowe w skali światowej. W zasadzie jest to dno oceanu, które w wyniku wypiętrzenia najpierw znalazło się ponad powierzchnią wody, a potem przekształciło się w góry. W górach znajdują się spore pokłady miedzi, która była wydobywana od czasów antycznych i to właśnie od łacińskiego słowa cuprum (miedź) wzięła się nazwa wyspy Cypr.
Ostatnim celem naszej wyprawy w góry była miejscowość Lefkara. Także i tutaj trafiliśmy na jarmark świąteczny.
Lefkara to niewielka wioska, licząca ok. 1000 mieszkańców. Znajduje się w niej sporo domków z białego lub jasnoszarego kamienia, niekiedy z drewnianymi balkonami.
Cechą wyróżniającą Lefkarę spośród innych górskich wiosek są tradycje koronkarskie. Lefkaritika, czyli koronka Lefkara, to tradycyjna koronka szydełkowa, wykonywana ręcznie, z bogatymi wzorami geometrycznymi. Została ona uznana za niematerialne dziedzictwo UNESCO. Ponoć sam Leonardo da Vinci zamówił lefkaryjskie koronki dla rodziny papieskiej.
Gdy tak szliśmy główną uliczką wioski, naszą uwagę przyciągnął sklepik, który oferował lokalne galaretki. Otóż wisiały przy nim tablice zachęcające do kupna tych smakołyków... po polsku. Ostatnimi czasy Cypr odwiedza tylu naszych rodaków, że w sklepie tym uznano, że to będzie dobry sposób na zwiększenie obrotów :).
Najfajniejszy fyrtel Lefkary znajdował się tuż przy kościele Świętego Krzyża.
Lefkara jest też znana z ręcznie robionej srebrnej biżuterii. Tutejsze wyroby charakteryzują się misternymi wzorami.
Mieliśmy jeszcze w planach odwiedzenie kolejnej wioski Kato Drys, ale zapadające ciemności spowodowały, że z tego punktu musieliśmy zrezygnować.
Przez 8 dni na Cyprze przekonaliśmy się, że Cypr oferuje znacznie więcej niż tylko piękne plaże. Te oczywiście też tutaj są, ale jeśli ktoś lubi aktywnie spędzać czas, zobaczyć coś ciekawego, wybrać się na trekking, to na pewno nie będzie się nudził.
Do tego dochodzi bardzo dobre jedzenie, klimat, który nawet zimą pozwala na czerpanie przyjemności ze zwiedzania, życzliwi ludzie i ogólnie takie luźne podejście. Wywozimy stąd bardzo sympatyczne wspomnienia i możemy polecić Cypr jako dobre miejsce do fajnego spędzenia co najmniej tygodnia, a i przez dłuższy czas także byłoby tu co robić.
Na sam koniec - flamingi! Na południu Cypru jest kilka słonych jezior, m.in w Larnace i Limassol, ale mniejsze było też w Oroklini, gdzie mieszkaliśmy. Flamingi bytują na Cyprze od października do marca, a ich największe skupisko zwykle jest przy słonym jeziorze w Larnace. Tam też uchwyciliśmy te ptaki w obiektywie. I na tym kończymy naszą podróż po Cyprze.
Dodaj komentarz