O Majorce myśleliśmy od jakiegoś czasu, ale letni wyjazd na tą wyspę z trzech powodów stawał się mało atrakcyjny. Po pierwsze wysokie ceny (lotów, wynajmu apartamentu, wynajmu auta), po drugie mnóstwo ludzi i po trzecie za dużo słońca i za wysoka temperatura. I dlatego na wakacje letnie ostatecznie wybieraliśmy inne lokalizacje. Aż któregoś razu pomyśleliśmy – a może by na tę Majorkę wybrać się zimą? W styczniu czy lutym na Majorce jest martwy sezon. Co za tym idzie, ceny wynajmu są kilkakrotnie niższe niż latem, auto było wręcz za pół darmo (530 zł za auto średniej klasy na 7 dni z pełnym ubezpieczeniem), loty też bardzo tanie. Oczywiście o plażowaniu nie było mowy – temperatura 16-20 stopni, trochę wiało. A to i tak nieźle, bo tydzień przed naszym przyjazdem i tydzień po było nieco chłodniej. Niemniej na zwiedzanie taka pogoda była super.

Cuevas del Drach, Portocolom, Es Trenc

Palma de Mallorca

Valdemossa, Banyalbufar

Deia, Soller, Port de Soller, Fornalutx

Ermita de Betlem, Cala Aguilla

Sa Calobra, Pollenca, Formentor

Els Calderers, Montuiri

Pod względem turystycznym Majorka bardzo przypadła nam do gustu. Wyspa jest na tyle duża, by oferowała mnóstwo różnych krajobrazów – od gór i wąwozów na północy, przez równiny na południu i sporo ładnych plaż wokół całej wyspy. Zwiedziliśmy stolicę (choć Palma de Mallorca jakoś specjalnie nas nie zachwyciła), ale też sporo małych, fantastycznych miejscowości (najlepsze w naszej opinii to Valdemossa i zwłaszcza Fornalutx). Rozmaitych innych atrakcji (muzeum Chopina, hacjenda, jaskinie, trekking do pustelni) było tyle, że spokojnie przez tydzień mieliśmy co robić.

Trzeba jednak pamiętać, że zimą, jako że jest to poza sezonem, w miejscowościach nastawionych na turystów potrafią być zamknięte restauracje i sklepy. Miejscowość, w której mieszkaliśmy – Canyamel – była niemal wymarła. Nam to specjalnie nie przeszkadzało, ale lepiej mieć to na uwadze. Podsumowując, postawię lekko zaskakującą tezę: Majorka zdecydowanie tak, ale nie latem, a poza sezonem!