Dolina Baryczy uchodzi za jedno z najpiękniejszych dorzeczy w Polsce. Czym się wyróżnia? Przede wszystkim ewenementem na skalę europejską są Stawy Milickie, których początki sięgają aż 800 lat wstecz. Jest ich prawie 300, a są one nie tylko źródłem ryb (m.in. karpia milickiego), ale przyciągają też mnóstwo gatunków ptaków. Z tego względu w 2000 r. Stawy Milickie dołączyły do „światowej sławy” akwenów takich jak Bajkał, Morze Martwe, Jezioro Wiktorii czy Balaton, zrzeszonych w programie Living Lakes, czyli sieci jezior charakteryzujących się wyjątkowymi walorami przyrodniczymi. 

Okolice Milicza są też rajem rowerowym. Są tu piękne trasy, przygotowane pod rowerzystów miejsca, w których można odpocząć, coś zjeść, a także coś zwiedzić. Do Doliny Baryczy trafiliśmy po raz pierwszy i nie spodziewaliśmy się takiej popularności tego miejsca wśród miłośników dwóch kółek! Niewątpliwie wpływ na tak dużą liczbę rowerzystów miał fakt, że było to Boże Ciało, a pogoda była idealna na rowerowe wyprawy.

My wybraliśmy nieco kombinowany szlak, prowadzący od Nowego Grodziska przez Milicz, Sułów, Rudę Sułowską, znów Milicz, wreszcie Czatkowice i Grabownicę (pętla pomarańczowo-niebieska, którą znaleźliśmy na stronie Dolnośląska Kraina Rowerowa) . Przejechaliśmy ponad 60 km, zszedł nam się na to niemal cały dzień, ale do domu wracaliśmy niezwykle zadowoleni, choć nieco zmęczeni 😉 I mimo że trasa była naprawdę długa, to dzieciaki znakomicie dały radę.

W morzu plusów musimy jednak wspomnieć o jednym, ale istotnym minusie – jeden z fragmentów (mniej więcej między Sułowem a Koruszką) był bardzo piaszczysty. Na tyle, że nie dało się normalnie jechać i musieliśmy prowadzić rowery. I nie był to chwilowy stan drogi, gdyż na kierunkowskazie była informacja o tym, że droga jest piaszczysta. Ale nie sądziliśmy, że aż tak! Co więcej, akurat na tym fragmencie nie spotkaliśmy ani jednego rowerzysty… Na szczęście to niepowodzenie nie przysłoniło nam ogólnego, pozytywnego wrażenia z wizyty w Dolinie Baryczy!