Do Porto trafiliśmy przy okazji. Wybieraliśmy się na Azory, ale aby się na ten archipelag dostać, trzeba lecieć przez Lizbonę lub przez Porto. Jako że stolicę Portugalii już kilka lat temu zwiedziliśmy, postanowiliśmy wybrać opcję z Porto. Tak ułożyliśmy sobie loty, że przed Azorami mieliśmy pół dnia na zwiedzenie Porto, a po Azorach kolejne półtora.
Już wstępny research odnośnie Porto okazał się bardzo obiecujący. To tętniące życiem (zwłaszcza w sezonie letnim) miasto, oferujące mnóstwo rozmaitych atrakcji. Od zabytkowych budowli, przez dzielnicę Ribeira, ikoniczny most Luisa I, całą dzielnicę powiązaną z winiarstwem aż po muzykę fado i kultowy klub piłkarski FC Porto z pięknym stadionem i ciekawym muzeum. Można tu ciekawie spędzić znacznie więcej czasu niż dwa dni.
Co podobało nam się w Porto:
- dobrze rozwinięta komunikacja publiczna
- dobrze skomunikowane z centrum miasta lotnisko
- bardzo bogata oferta gastronomiczna
- dobra znajomość języka angielskiego wśród miejscowych
- fajny klimat na ulicach – sporo grajków i innych atrakcji
Estadio do Dragao – stadion FC Porto
Z racji naszego zainteresowania futbolem staramy się odwiedzać, w miarę możliwości, miejsca związane z piłką nożną. O ile w takiej Lizbonie mogliśmy się zastanawiać pomiędzy obiektami Benfiki i Sportingu, to w przypadku Porto żadnych wątpliwości nie było. Tu zdecydowanie najważniejszym klubem jest FC Porto.
FC Porto należy do jednego z trzech najważniejszych klubów w Portugalii, rywalizując z klubami ze stolicy - Sportingiem i zwłaszcza z Benfiką. Dominacja tych trzech klubów w portugalskim futbolu jest niesamowita - tylko dwa razy w 90-letniej historii rozgrywek tamtejszej ekstraklasy zdarzyło się, by mistrzostwo zdobył jakiś inny klub. Najwięcej tytułów ma na koncie Benfica - 38, potem FC Porto - 30, a najmniej Sporting - 20.
Jednak ostatnie 20-30 lat, to okres, w którym najwięcej sukcesów, zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej odnoszą Smoki, bo tak właśnie określani są piłkarze FC Porto i stąd wzięła się nazwa stadionu - Estádio do Dragão.
Aby lepiej poznać historię i teraźniejszość FC Porto, poszliśmy na tour. Byliśmy już na tourze po stadionie Bayernu Monachium i Benfiki Lizbona, a w Polsce Lecha Poznań i zasadniczo schemat tych wycieczek jest bardzo, bardzo podobny.
Zwiedzenie szatni, sali konferencyjnej, lóż VIP, widok na stadion z trybun i z poziomu murawy, przy tym trochę opowieści ze strony przewodnika - tak było w przypadku poprzednich tourów i podobnie wyglądał tour po Estádio do Dragão.
Parę faktów o Estádio do Dragão. Został on wybudowany z myślą o Euro 2004, oddano go do użytku rok wcześniej. Posiada 5 gwiazdek UEFA, co oznacza, że można na nim organizować wszystkie najważniejsze mecze. Jego pojemność to 50 tys. miejsc, choć tak na oko wygląda, jakby miał mniejszą pojemność. Kolorystyką mocno nam przypominał stadion Lecha. Bardzo duży plus tego stadionu - można do niego dojechać metrem, co jest dość istotne, jako że jest on położony dość daleko od centrum i najważniejszych atrakcji Porto.
Oczywiście po tourze skierowano nas do nieźle zaopatrzonego sklepu. Adam wypatrzył sobie wielkiego i straszliwie przepłaconego smoka w barwach Porto i nie dawał sobie wytłumaczyć, że po pierwsze jest bardzo drogi, a po drugie nie mamy jak wziąć takiej wielkiej maskotki do samolotu, a przed nami jeszcze 5 lotów. Koniec końców smok pozostał w sklepie, a my z niepocieszonym Adamem poszliśmy do muzeum FC Porto.
Muzeum było pomysłowo urządzone. Było coś dla tradycjonalistów - wielka sala z licznymi pucharami, ekranami z fragmentami najważniejszych meczów, sylwetkami najważniejszych piłkarzy. Były też elementy bardziej nowoczesne, multimedialne. Fajnie, że wszystko było w języku angielskim.
Zawsze w takich miejscach szukamy polskich śladów i w muzeum FC Porto takowe znaleźliśmy! Józef Młynarczyk, jak widać, znalazł się panteonie zasłużonych postaci dla Porto. Polski bramkarz przez 4 sezony bronił bramki Smoków, zdobył dwa mistrzostwa Portugalii i przede wszystkim Puchar Europejskich Mistrzów Krajowych w 1987 roku. Na dużo skromniejsze wzmianki w muzeum zasłużyli sobie Grzegorz Mielcarski i Andrzej Woźniak, natomiast śladów po także reprezentujących barwy Porto Pawle Kieszku i Przemysławie Kaźmierczaku nie znaleźliśmy.
Całość, czyli tour + muzeum + sklep wraz z dojazdem zajęła nam niemal pół dnia. Dla osób zainteresowanych futbolem na pewno jest to miejsce godne polecenia, choć należy zaznaczyć, że przyjemność ta nie należy do tanich. Tour wraz z muzeum to dla naszej czteroosobowej rodziny wydatek 68 euro, a można jeszcze zostawić dodatkowe pieniądze w sklepie. Natomiast jeśli ktoś nieszczególnie interesuje się piłką nożną, to pewnie może te niemałe kwoty lepiej wydać w Porto.
Centrum, Sé do Porto, księgarnia Lello, São Bento
Nasze zwiedzanie Porto było nieco nietypowe. Po pierwsze zwiedzaliśmy to miasto na raty. Najpierw mieliśmy pół dnia przed wylotem na Azory, a następnie kolejne półtora dnia po powrocie z Azorów. Ponadto z uwagi na godziny lotów zdecydowaliśmy się na nocleg tuż przy lotnisku, z dala od wszelkich atrakcji.
Z racji dość ograniczonego czasu zdawaliśmy sobie sprawę, że nie damy rady zwiedzić wszystkich ciekawych miejsc w Porto, dlatego zrezygnowaliśmy z części atrakcji (np. z dzielnicy Gaia, z muzeów, z Jardins do Palácio de Cristal, które było położone nieco na uboczu). Zamiast tego postawiliśmy na powłóczenie się po centrum Porto i poczucie klimatu tego miasta. Jednym z elementów składających się na ten klimat były liczne fasady domów zdobione przez azulejos.
O azulejos warto napisać kilka zdań. Choć większość tych zdobionych płytek jest w kolorze niebieskim, to nazwa azulejos nie wywodzi się od portugalskiego słowa azul (niebieski), a z języka arabskiego i słowa azzelij (mały kamień używany do robienia mozaik przez muzułmanów). I to muzułmańscy Maurowie przynieśli tradycję azulejos na Półwysep Iberyjski.
W Portugalii te niewielkie płytki, o rozmiarach 15x15 cm lub mniejsze, ręcznie zdobione, najczęściej w kolorze niebieskim, rozpowszechniły się za panowania króla Manuela I Szczęśliwego na przełomie XV i XVI wieku. Od tego króla wzięła się też nazwa stylu manuelińskiego, dość rozpowszechnionego w Portugalii. Dość szybko zdobienia w azulejos stały się wyznacznikiem statusu społecznego - im ktoś był bardziej zamożny, tym piękniejsze mozaiki z azulejos mógł umieścić czy to na fasadzie swojego domu czy też w jego wnętrzach. Na mozaikach umieszczano nie tylko wzory geometryczne, ale także scenki rodzajowe - z życia, historyczne, religijne. W Porto mozaiki z azulejos można spotkać niemal na każdym kroku.
W XIX wieku nastąpiła mechanizacja produkcji aluzejos, dzięki czemu już nie tylko bogaci mogli sobie pozwolić na ozdobienie swoich domów tymi płytkami. Co więcej, azulejos pełniły też funkcje użytkowe. Okazało się, że płytki dobrze chronią ściany przed wilgocią i zimnem, a przy tym są bardzo trwałe.
Dziś azulejos są jednym z symboli Portugalii, obok sardynek czy muzyki fado. Trzeba też przyznać, że mozaiki azulejos są po prostu ładne, a te ręcznie malowane sceny rodzajowe to są wręcz dzieła sztuki. Na zdjęciu wejście do cukierni specjalizującej się w kolejnym symbolu Portugalii - pasteis de nata. To babeczki budyniowe z ciasta francuskiego, wywodzące się z lizbońskiego Belem. Ciastka te mieliśmy okazję popróbować przy okazji naszej wizyty w Lizbonie, więc z wielką chęcią przypomnieliśmy sobie, jak dobre są pasteis de nata.
Skąd się wzięła taka symbolika portugalskiej flagi? 5 niebieskich tarcz symbolizuje zwycięstwo w 1139 roku nad Maurami. Czerwona obwódka z żółtymi zamkami została dodana w 1254 roku i nawiązuje do zamków kastylijskich, które wówczas zostały przyłączone do Portugalii. Z kolei te żółte linie i okrąg to już symbol współczesny. Dodano go do flagi na początku XX wieku i symbolizuje on sferę armilarną, przyrząd astronomiczny służący do wyznaczania położenia ciał niebieskich. Co ciekawe, jeszcze do początków XX wieku, gdy w Portugalii panowała monarchia, główne kolory na fladze to były biały i niebieski. Po ustanowieniu republiki zdecydowano o porzuceniu dotychczasowych kolorów, a w ich miejsce wprowadzono kolor czerwony i zielony.
Jednym z miejsc, które koniecznie trzeba w Porto odwiedzić, jest dworzec kolejowy Sao Bento. Powstał on na terenach dawnego klasztoru Sao Bento w 1887 roku jako główny dworzec w mieście, a o jego wyjątkowości stanowią mozaiki z azulejos, powstałe w latach 1905-16.
Mozaiki zajmują 550 metrów kwadratowych, a do ich stworzenia zużyto 20 tysięcy płytek. Autorem projektu był Jorge Colaço, jeden z najważniejszych twórców azulejos w tamtym okresie. Mozaiki na dworcu przedstawiają ważne wydarzenia z historii Portugalii (bitwę pod Valdevez, zdobycie Ceuty, wkroczenie króla Jana I do Porto), historię transportu w Portugalii, a także sceny rodzajowe z życia tutejszych mieszkańców.
Historia Porto sięga czasów rzymskich. Już 2 tysiące lat temu osada ta pełniła ważną rolę jako ośrodek handlowy między Bragą i Lizboną. Ciekawostka - w domu Henryka Żeglarza można zobaczyć rzymskie mozaiki z IV w. n.e. W kolejnych wiekach rządziły tu kolejno plemiona germańskie, Wizygoci, Arabowie, by od XI wieku tereny te przeszły pod władanie powstającej wówczas Portugalii.
Oglądając zdjęcia potężnej katedry Se, poznajmy jeszcze kilka faktów o historii Porto. W średniowieczu miasto skupiało się na handlu, a najważniejszym towarem eksportowym było wino, produkowane w dolinie rzeki Douro. W XII wieku powstała nadbrzeżna dzielnica Ribeira, a sto lat później dzielnica żydowska.
Mieszkańców Porto niekiedy określa się mianem flakojadów. Dzieje tego określenia sięgają XV wieku, gdy Henryk Żeglarz właśnie z Porto ruszył na podbój Ceuty, a mieszkańcy miasta dali mu wszystkie zapasy mięsa, jakie posiadali. Pozostały im tylko flaki, które od tego czasu stały się jedną ze sztandarowych potraw mieszkańców Porto.
W XVIII wieku wzniesiono Wieżę Kleryków i przebudowano katedrę Se, a duży wpływ na kształt obydwu budowli miał włoski architekt Nicolau Nasoni. Wówczas też wybudowano wiele klasycystycznych, monumentalnych gmachów, m.in. Pałac Giełdy czy szpital św. Antoniego.
W 1809 roku wojska Napoleona zdobyły Porto, a miasto zostało wówczas naznaczone ogromną tragedią. Tłumy mieszkańców uciekając przed wojskami francuskimi korzystały z mostu Ponta des Barcas na rzece Douro. Most nie wytrzymał, zawalił się, a w nurtach rzeki zginęło 4 do 6 tysięcy ludzi (źródła podają różne dane, ale to i tak tylko szacunki).
Bardzo ciekawym epizodem w historii Porto był krótki okres na początku 1919 roku, gdy Portugalczycy obalili monarchię i ustanowili republikę, a część obywateli z północnej Portugalii nie uznała tej zmiany. Proklamowali oni Monarchię Północy ze stolicą właśnie w Porto. Byt ten jednak przetrwał ledwie miesiąc
XX wiek to rozwój przemysłu, utworzenie uniwersytetu, powstanie nowych dzielnic i przekształcenie Porto w nowoczesne miasto. W 1996 roku historyczne centrum Porto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a miasto stało się atrakcyjnym celem turystycznym.
Porto położone jest na zboczach wzgórz, co dodaje temu miastu sporo uroku. Zdjęcie jest wykonane z wieży katedry Se.
Budowlą bardzo często wykorzystywaną na pocztówkach i innych gadżetach związanych z Porto jest most Luisa I. Został on zbudowany w latach 1881-86 i w chwili ukończenia był to najdłuższy most tego typu na świecie. Co ciekawe, początkowo miał go zaprojektować słynny Gustave Eiffel, jednak jego projekt jednopoziomowego uznano za niedostosowany do potrzeb miasta i wybrano projekt ucznia Eiffla, niemieckiego inżyniera Theophila Seyriga. Jeszcze do niedawna oba poziomy były udostępnione dla ruchu samochodowego, ale od 2003 roku poziom górny przeznaczono dla tramwajów i pieszych. Most Luisa I zbudowany jest z żelaza, jego dolny poziom ma długość 172 metrów, górny poziom 395 metrów, a całość jest wzmocniona potężnym łukiem.
Kolejnym elementem wpływającym na klimat miasta byli uliczni sprzedawcy i grajkowie.
Wszystko to stwarzało wrażenie, że miasto żyje, coś tu się dzieje. Jeśli dodamy do tego dziesiątki knajpek, winiarnie, kluby fado, wszystko to razem wzięte zaciekawia, skłania do zaglądania w zakamarki, bo może się tam kryć coś ciekawego.
Co raczej nie powinno nikogo dziwić, akurat w tym miejscu na świecie o wiele łatwiej zakupić koszulkę Cristiano Ronaldo niż Lionela Messiego :).
Jako że Jaś jest fanem książek, to zależało nam na zwiedzeniu księgarni Lello, uważanej za jedną z najpiękniejszych księgarni na świecie. Jednak okazało się to nie być takie proste. Miejsce to jest jedną z największych atrakcji Porto, a że był to akurat środek sezonu turystycznego, to mimo biletowanego wejścia przed księgarnią była bardzo długa kolejka ludzi czekających na wstęp. Wróciliśmy tu innym razem, kolejka była nieco mniejsza i po zakupie biletów (5 euro od osoby) mogliśmy zwiedzić wnętrza. Na zdjęciu fasada księgarni z dominującym stylem neogotyckim i secesyjnym.
Księgarnia Lello powstała w tym miejscu 1906 roku, przy czym sama firma księgarska istnieje od 1859 roku. Wnętrza Lello wykończone są w drewnie, w półkach na książki można odnaleźć cechy stylu gotyckiego, a charakterystycznymi elementami są masywne, wijące się schody oraz piękny witraż nad pierwszym piętrem.
Te schody mają pewien związek z Harry Potterem. Otóż autorka książek o Harry Potterze, J.K. Rowling w latach 90. ubiegłego wieku przez niedługi czas była żoną portugalskiego pisarza Jorgema Arantesa. Rowling przeprowadziła się do Porto, uczyła tutaj angielskiego, a wolne chwile często spędzała właśnie w księgarni Lello. I to wnętrza Lello zainspirowały pisarkę do wymyślenia szkoły czarodziejów, a schody z Lello zostały niemal jeden do jeden przeniesiona do Hogwardu.
Księgarnia Lello wzbudziła w nas nieco mieszane uczucia. Z jednej strony faktycznie jest to miejsce bardzo ładne, pięknie zdobione, nieco tajemnicze. Z drugiej jednak strony nie sposób tego odpowiednio docenić i przeżyć z powodu straszliwego tłoku. Często musieliśmy się wręcz przeciskać ciasnymi przejściami czy czekać dłuższą chwilę, by w kadrze było cokolwiek poza tłumem ludzi.
Ribeira, koncert Fado
Warto parę słów poświęcić widocznej na zdjęciu rzece Duero (z jęz. hiszpańskiego) lub Douro (z jęz. portugalskiego). To trzecia co do długości i pierwsza co do zasobności w wodę rzeka na Półwyspie Iberyjskim. Ma ona spore znaczenie w hydroenergetyce, ale znana jest przede wszystkim z tego, że w jej dolinie od czasów rzymskich istnieją liczne winnice. Tworzą one region zwany Alto Douro, który z racji na tradycje winiarskie został umieszczony na liście UNESCO.
Na tym jednak rola rzeki się nie kończy. Wyprodukowane w winnicach wino było spławiane beczkami na specjalnych łodziach (nazywanych barco rabelo) na Duero, trafiało do Porto i tu w piwnicach dzielnicy Gaia leżakowało, nabierając smaku i wartości.
Na zdjęciu mamy właśnie budynki przeznaczone do przechowywania wina w dzielnicy Gaia. Z racji ograniczonego czasu dzielnicy Gaia już nie zwiedzaliśmy, zadowalając się jedynie widokiem z góry z okolic mostu Luisa I.
Najnowszym mostem w Porto jest Ponte do Infante, most łukowy łączący Porto z dzielnicą Gaia, nazwany na cześć urodzonego w Porto Henryka Żeglarza. Gdy zamknięto dla ruchu samochodowego górny poziom mostu Luisa I, powstała potrzeba dodatkowego połączenia obu brzegów rzeki Duero i stąd powstał ten dość efektowny most.
Miejscem, które koniecznie trzeba w Porto zobaczyć, jest dzielnica Ribeira. I tu mała dygresja. Gdy nie tak dawno zwiedzaliśmy park miniatur w Brukseli, z każdego kraju należącego do Unii Europejskiej było tam kilka miniatur. Z Portugalii wybór padł m.in. właśnie na dzielnicę Ribeira w Porto.
Przed nami widok z mostu Luisa I na Cais da Ribeira, nadbrzeżną promenadę, wokół której tętni życie. To tu są dziesiątki restauracji z ogródkami, to stąd można popłynąć łodzią na rejs po rzece Duero (rozważaliśmy taką opcję, ale ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na to), to tu można kupić rozmaite pamiątki.
Z górnego poziomu mostu Luisa I można dostać na promenadę na dwa sposoby. Pierwszy to skorzystanie z Funicular dos Guindais, czyli kolejki umożliwiającej pokonanie 80 metrów w pionie za 3,5 euro (pierwsza kolejka jeździła tędy już w 1891 roku, potem była długa przerwa i obecna kolejka jeździ od 2004 roku). Drugi sposób to przejść się wąskimi uliczkami, schodami i różnymi zakamarkami, by w końcu trafić na promenadę. Zdania w naszej rodzinie były podzielone, ale ostatecznie stanęło na opcji nr 2.
W odróżnieniu od nadrzecznej promenady tu panował spokój, cisza, od czasu do czasu przemykali zaciekawieni turyści. Można było przystanąć, popatrzeć na różnorodne budynki i spróbować zorientować się, jak w labiryncie uliczek trafić tam, gdzie chcemy.
Wzmianki o dzielnicy Ribeira i placu Ribeira jako centralnym punkcie dzielnicy pojawiają się w XIV wieku. Na pewno na placu umiejscowiony był wówczas targ. Bardzo ważną datą dla tej części Porto jest 1491 rok, gdy wielki pożar poczynił w okolicach placu Ribeira ogromne szkody.
To co się wówczas ostało i co odbudowano, zostało w dużej mierze zniszczone w XVIII wieku, gdy pod okiem João de Almada e Melo przeprowadzono gruntowną modernizację samego placu i jego okolic. Dzisiejszy wygląd kamienic i placu to efekt tych właśnie prac sprzed mniej więcej 250 lat.
Przestrzeń z tymi ogródkami to właśnie plac Ribeira. W sezonie te stoliki i daszki dość skutecznie zasłaniają ogląd na pobliskie kamienice. Pod tym względem zimą jest lepiej, co można zobaczyć choćby na Streetview na mapach Google.
Na zdjęciu mamy budynki umiejscowione po wschodniej stronie placu Ribeira. Zdecydowanie różnią się one od pozostałych budynków w najbliższej okolicy. Dlaczego? Otóż są to jedyne budynki ocalałe po XVIII-wiecznej przebudowie, zatem sięgające jeszcze czasów średniowiecznych.
Co nas zaciekawiło w tym rzędzie kamienic na Cais da Ribeira, to niezwykle wąskie mieszkania. Świetnie to widać po drzwiach wejściowych - na każdych kolejnych drzwiach jest już kolejny numer domu.
Ribeira na pewno spełniła nasze oczekiwania. To tętniące życiem, ulicznymi grajkami, knajpkami miejsce, które jednocześnie może dać chwilę wytchnienia od zgiełku, gdy tylko oddalimy się odrobinę od zatłoczonej promenady.
Mając w tle kościół św. Ildefonsa z kolejną porcją azulejos opowiemy historię z hulajnogą. Adam strasznie chciał przejechać się na hulajnodze elektrycznej. Dobra, zainstalowaliśmy apkę, zapłaciliśmy za pół godziny i jazda. I wszystko fajnie, ale gdy przyszło do oddania hulajnogi i trzeba było z apki wysłać zdjęcie hulajnogi na parkingu, padł nam telefon z apką. Co gorsza, powerbank też był rozładowany. No, przez chwilę było trochę nerwowo, pojawiła się wizja jakichś dodatkowych opłat, Adam to bardzo przeżył, ale na końcu był jednak happy end.
Jedną z rzeczy, na jakich nam bardzo zależało, było pójście do klubu fado, by posłuchać na żywo tego bardzo charakterystycznego dla Portugalii rodzaju muzyki i śpiewu. Fado zostało zapoczątkowane w XIX wieku w biednych dzielnicach Lizbony - Alfamie i Mouraria, ale potem rozpowszechniło się w całej Portugalii. Stąd też w Porto jest sporo klubów i restauracji, które oferują koncerty muzyki fado. My wybraliśmy Ideal Clube de Fado.
Słowo fado to w tłumaczeniu los lub przeznaczenie i to już dużo mówi o charakterze tej muzyki. Piosenki fado są melancholijne, czasem nieco smutne, traktują o tęsknocie, śmierci, ale też o sprawach przyziemnych. Zwykle piosenki wykonywane są przez jednego śpiewaka lub śpiewaczkę, którym towarzyszy dwóch muzyków na gitarach.
Absolutną legendą muzyki fado była Amalia Rodrigues. Gdy piosenkarka zmarła w 1999 roku, w całym kraju ogłoszono trzydniową żałobę, a na jej pogrzeb przyszło 100 tys. ludzi. Jej prochy złożono w Narodowym Panteonie w Lizbonie. Kilkanaście lat po śmierci Rodrigues piosenki fado zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Fado od 30 lat przeżywa swoisty renesans. Powstają nowe kluby, gdzie można posłuchać tej muzyki, artyści występują także poza granicami kraju, choć nadal muzyka i piosenki fado ograniczają się tylko do Portugalii. Jakieś próby zaimportowania tej muzyki podjęli Japończycy, ale Portugalczycy twierdzą, że fado śpiewane w innym języku przestaje być już fado.
Bilet na koncert kosztuje 19 euro i uwzględnia kieliszek wina porto, dla dzieci 14 euro. Koncert trwa mniej więcej godzinę. Nasi chłopacy aż jęknęli na nasz znakomity pomysł, by pójść do klubu fado na koncert, ale wychodzili z tego klubu zadowoleni. My byliśmy zadowoleni jeszcze bardziej - koncert był świetny, klub kameralny, klimacik bardzo sympatyczny.
Okolice Mostu Luisa I
I na koniec jeszcze kilka zdjęć z okolic rzeki Duero. Na początek wspomniana wcześniej kolejka linowo-terenowa Funicular dos Guindais, a w tle most Luisa I.
Dolny poziom mostu Luisa I jest udostępniony dla aut i dla pieszych. Auta muszą bardzo uważać na niesfornych przechodniów, tym bardziej, że chodniki są dość wąskie.
W tle widać Elevador da Ribeira, windę umożliwiającą szybkie pokonanie sporej różnicy poziomów. Windy są jednym z symboli Lizbony, w Porto nie są tak rozpowszechnione, ta na zdjęciu jest chyba jedyna.
Podajmy jeszcze kilka liczb odnośnie samego Porto. Aglomeracja Porto ma 1,5 mln mieszkańców, a przypomnijmy, że cała Portugalia ma 10 mln ludzi. Większa jest tylko Lizbona (aglomeracja 2,8 mln mieszkańców), a trzecim pod względem wielkości miastem w kraju jest Braga z 800 tys. mieszkańców. Porto ma historyczne związki z Anglią, tu rezydowali angielscy kupcy, a wina z doliny Duero były bardzo popularne w Anglii.
Porto wielokrotnie było centrum oporu przeciw monarchii, żywe były tu idee republikańskie. Najbardziej znana rewolta republikańska przeciw królowi Carlosowi I miała miejsce w 1891 roku, jednak została krwawo stłumiona.
Ciekawostka - pierwsza linia tramwajowa na Półwyspie Iberyjskim została zbudowana nie w Barcelonie, nie w Madrycie, nawet nie w Lizbonie, ale właśnie w Porto! Miało to miejsce w 1895 roku i tramwaje kursują po Porto do dziś, choć obecnie są to tylko 3 linie, wożące głównie turystów po centrum miasta. Rolę tramwajów przejęło metro.
Będąc w Porto spróbowaliśmy też tutejszego specjału - kanapki Francesinha. Składa się ona z chleba tostowego, różnych rodzajów mięs, a całość podawana jest w stopionym żółtym serze, zazwyczaj z frytkami i jajkiem sadzonym. Być może błąd polegał na tym, że zrobiliśmy to w restauracji wegetariańskiej, ale jakoś nas ta kanapka nie zachwyciła.
Skusiliśmy się też na degustację porto w jednej z dość licznych winiarni. Kelnerka dała nam 6 rodzajów porto i kilka innych rodzajów win, szczegółowo objaśniła różnice pomiędzy nimi - które słodsze, które bardziej wyraziste, które lżejsze, które cięższe. Do wszystkiego zamówiliśmy deskę wędlin i serów. Całość bardzo nam się spodobała, zatem możemy polecić to miejsce - Wine Affairs przy ulicy de Ferreira Borges.
A to wspomniane już w jednej z poprzednich galerii łodzie służące do transportu wina, zwane barco rabelo.
Tuż nad Ribeirą mamy pomnik Henryka Żeglarza oraz monumentalny, neoklasycystyczny Pałac Giełdy. Wielka szkoda, że przyszliśmy tu na tyle późno, że już nie można go było zwiedzić, a warto, bo w środku Pałac z przełomu XIX i XX wieku jest niezwykle efektowny. Największe wrażenie na zwiedzających robi bogato zdobiona sala arabska.
Podsumowując - Porto wyszło nam trochę przy okazji, po drodze na Azory. Okazało się, że jest to fantastyczne miasto, które bardzo nam się spodobało i które opuszczaliśmy z odczuciem niedosytu, że nie wszystko widzieliśmy i przeżyliśmy.
Dodaj komentarz