W maju w Obornikach zainaugurował nowy quest, zatem przy pierwszym wolnym i pogodnym dniu już wiedzieliśmy, dokąd się udamy. „Oborniki szlakiem zaczarowanych miejsc” to gra, której uczestnic zwiedza najciekawsze zakątki miasta, poznając przy tym miejscowe legendy i historie i rozwiązując zadania. Quest nie sprawił nam prawie żadnych problemów (w niektórych momentach pojawiły się wątpliwości, które udało się szybko rozwiać), mocno zaangażował dzieciaki, dlatego to idealna propozycja na aktywne spędzenie popołudnia! A Oborniki to kolejne miejsce, które pozytywnie nas zaskoczyło!
Zwiedzanie Obornik zaczęliśmy przy basenie, położonym w północnej części miasta. Na dobry start w queście podjęto próbę wyjaśnienia nazwy Oborniki. Opcje były dwie - od borów, lasów, które niegdyś dominowały w tej okolicy lub też od obór, które miały oznaczać zamożność osady (w oborze były krowy, które świadczyły o statusie tutejszych gospodarzy).
Historia diabła Wołka była nieco zaskakująca. Otóż Wołek był dobrym diabełkiem. Pracował u młynarza Kity, który na rozmaite sposoby oszukiwał swoich klientów. Nie mogąc się z tym pogodzić, Wołek czynił młynarzowi różne psoty. Gdy w końcu młynarz przyłapał Wołka, ten tupnął nogą, przez co poleciały iskry, które doprowadziły do pożaru i spalenia młyna nieuczciwego Kity.
Tyle mówi legenda, a w miejscu spalonego młyna powstawały kolejne młyny, wykorzystując bardzo korzystne ukształtowanie rzeki. W latach 80. XIX wieku powstał młyn Dahlmanna. Był to bardzo rzutki przedsiębiorca, wprowadzający nowinki techniczne (np. maszyny parowe). Po II Wojnie Światowej niemieccy właściciele młyna musieli opuścić Oborniki, a młyn został znacjonalizowany.
A to już wspomniane parę chwil wcześniej kąpielisko o nazwie Łazienki. Miejsce to zostało urządzone przez Niemców, po wojnie popadło w ruinę i dopiero w 2012 roku zostało zrewitalizowane. Najciekawszym elementem tego kąpieliska niespodziewanie był... ekran akustyczny pobliskiej drogi. Bardzo umiejętnie wtopiono go w otoczenie, a także - czego nie widać już na zdjęciu - dodano kontekst historyczny. W dalszej części tego malunku widnieje bowiem pociąg przejeżdżający przez most kratownicowy. Tędy właśnie prowadził szlak kolejowy z Obornik do Wronek, a jednym z jego elementów był most przez Wełnę. Mural na ekranie przypomina tę historię.
Nasz quest skierował nas następnie na ul. Piłsudskiego. Sama historia kolejnych nazw tej ulicy pokazuje, jakie zmiany zachodziły w tym miejscu. Początkowo była to ul. Rogozińska, bo stanowiła wylot na Rogoźno. Pod koniec XIX w. przemianowano ją na Dworcową, ale w kolejnych dekadach na tyle zyskała na znaczeniu, że po odzyskaniu niepodległości zdecydowano o kolejnej zmianie nazwy na ul. Piłsudskiego. Okres hitlerowskiej okupacji to krótki epizod z Goeringiem jako patronem ulicy, PRL postanowił uhonorować Świerczewskiego, a po zmianie ustroju znów do łask powrócił Piłsudski. Na zdjęciu upamiętnienie cmentarza ewangelickiego w miejscu, które dziś służy jako plac zabaw.
Rynek w Obornikach niegdyś był ważnym punktem na szlaku Poznań - Kołobrzeg. Naszą uwagę zwróciły dwie bliźniaczo podobne kamienice. Legenda głosi, że zbudowano je dla dwóch sióstr, a są identyczne dlatego, by wyleczyć je z zazdrości. Na rynku upamiętniono też postać najwybitniejszego oborniczanina - Piotra Wedelickiego, zwanego też Wedelicjuszem. Żył on na przełomie XV i XVI wieku, kształcił się we Włoszech, a po powrocie został rektorem Akademii Krakowskiej i nadwornym lekarzem Zygmunta Starego.
Na koniec quest poprowadził nas pod Kościół Rzymskokatolicki pw. Świętego Krzyża. Budynek w konstrukcji szachulcowej wzniesiono jeszcze w XIV wieku, a gruntownie odrestaurowano w 1766 roku, dzięki datkom od mieszkanki Obornik Łucki Łoyszczykowskiej, o czym zaświadcza tablica. Warto zajrzeć do środka tego niewielkiego kościółka.