Do Stargardu trafiliśmy nieco przypadkiem, dzięki… koszykówce. Drużyna Jasia rozgrywała swój mecz w Stargardzie, a że stawka była dość wysoka, to wybraliśmy się pokibicować i, przy okazji, zwiedzić to miasto. I choć nasze zwiedzanie tego niespełna 70-tysięcznego miasta nie było długie, raptem ze dwie godzinki, to centrum Stargardu kryje wiele ciekawych miejsc i historii. Na pewno warto tu zajrzeć przy okazji zwiedzania Szczecina, od którego Stargard jest oddalony o niespełna 40 km.
Wszystko, co najciekawsze w Stargardzie, znajduje się w obrębie murów miejskich lub też tuż za murami. Nasz spacer zaczęliśmy cerkwi Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Powstała ona w 1890 roku jako kościół ewangelicko-reformowany, a na cerkiew została przemianowana po II Wojnie Światowej.
W tle, za drzewami, widać wieżę ciśnień, kolejną ceglaną budowlę. Ten budulec był w Stargardzie szeroko wykorzystywany, stąd też nie może dziwić to, że miasto przystąpiło do stowarzyszenia Europejski Szlak Gotyku Ceglanego (należy do niego ok. 40 miejscowości z Niemiec, Danii i Polski). Dziwić może nieco fakt, że w poszukiwaniu oszczędności w 2019 roku Stargard wystąpił ze stowarzyszenia, oszczędzając rocznie oszałamiającą kwotę 2500 euro. Pozostałe polskie miasta należące do tego stowarzyszenia (Gdańsk, Chełmno, Grudziądz, Olsztyn, Płock, Stawno i Szczecin) oszczędności poszukały gdzie indziej.
W latach 2007-12 przeprowadzono kapitalny remont budowli i dziś cerkiew prezentuje się bardzo okazale.
Początek murów obronnych w obecnej postaci datuje się na XIII wiek. Wcześniej istniały tu obwarowania ziemne oraz drewniane. Najstarsza część murów jest zbudowana z kamieni, nieco późniejsze modyfikacje już z cegieł. Po rozbudowie i modernizacji mury w XVI wieku miały długość 2260 metrów. W XIX wieku część obwarowań rozebrano i dziś pozostało kilka odcinków murów o łącznej długości 1040 metrów.
Przez Bramę Świętojańską weszliśmy na teren Starego Miasta. Pierwszą imponującą budowlą, na jaką się natknęliśmy, był kościół św. Jana. Jego charakterystyczną cechą jest bardzo wysoka, licząca 99 metrów wysokości, wieża,
Wracamy jednak do murów, a właściwie do całego systemu obwarowań i fortyfikacji. Na system, poza wysokimi na 6 metrów murami, składały się także 9 baszt, 4 bramy główne i 4 pomniejsze furty. Na początek obejrzeliśmy basztę o nieco frapującej nazwie Morze Czerwone.
Pytanie, skąd tak niecodzienna nazwa? Teorii jest kilka. Od tych krwawych (ze szczytu baszty zrzucano skazańców, po których zostawały ślady krwi na dole lub od niezwykle krwawych walk w okolicach baszty w trakcie wojny trzydziestoletniej) po bardziej przyziemne (nazwa pochodzi od rdzawych mokradeł, na których baszta została wybudowana).
Baszta Morze Czerwone liczy 34 metry wysokości (ponoć to najwyższa baszta w Polsce), została zbudowana na planie prostokąta, a sama wieża ma już kształt cylindra, by samo zwieńczenie było już sześciokątne.
Fragment murów miejskich przy Bramie Pyrzyckiej jest najstarszym i najlepiej zachowanym fragmentem murów. Bardzo dobrze widać, że początkowo do wznoszenia obwarowań używano kamieni polnych. Przed nami Brama Pyrzycka.
Dolną kondygnację bramy Pyrzyckiej zbudowano pod koniec XIII wieku. Budulcem były kamienie. Ok. 150 lat później dobudowano kolejne trzy kondygnacje. Przez ten czas budowlane know-how poszło na tyle do przodu, że budulcem była już cegła.
Bardzo podobało nam się to, że wokół murów urządzono parki, aleje do spacerowania. Z jednej strony oddziela to pełne zabytków Stare Miasto od reszty miasta, a z drugiej stanowi znakomite miejsce do spacerów i relaksu w samym centrum dużego miasta.
Cenniejszym zabytkiem spośród dwóch widocznych budowli jest Baszta Tkaczy, ta smuklejsza i wyższa wieża. Jest ona dość podobna do baszty Morze Czerwone, choć nieco niższa. Niewiele brakowało, by baszta to nie dotrwała do naszych czasów. Pod koniec XIX wieku Niemcy budowali nową ulicę, a baszta stała akurat tam, gdzie zaprojektowano nową arterię. Ostatecznie jednak uznano, że jest to na tyle cenny zabytek, że nie zostanie rozebrany.
Ten Gryf piastowski to pamiątka po ArtFestiwalu z 2017 roku. Co ciekawe, najpierw ustawiono rzeźbę w innym miejscu w Stargardzie, potem jeszcze kilka razy ją przenoszono, by w końcu znaleźć dla niej godne miejsce, w okolicy Bramy Pyrzyckiej i Bramy Tkaczy.
To zdjęcie jest dobrym przyczynkiem do tego, by opowiedzieć, co stało się w Stargardzie po 1945 roku. W trakcie wojny Stargard został w dużym stopniu zniszczony. Powstał dylemat, czy odbudować Stare Miasto w dotychczasowym kształcie, czy też uznać wymogi nowoczesności i obok zabytków postawić budynki architektonicznie niepasujące, ale zapewniające ludziom mieszkania. Cóż, postawiono na opcję nr 2, skutkiem czego w wielu miejscach Starego Miasta klockowate prlowskie bloki psują wrażenia estetyczne.
Akurat kolejne ujęcie Kolegiaty pw. NMP Królowej Świata może zaprzeczać słowom z poprzedniego zdjęcia 🙂. Sama kolegiata powstała na początku XIV wieku w miejscu drewnianego kościoła.
Bez cienia przesady możemy stwierdzić, że to jeden z najładniejszych kościołów, jakie widzieliśmy. Imponuje skomplikowana struktura budowli, wielość szczegółów, Nie bez powodu kolegiata, mylnie często nazywana katedrą, uważana jest za jedną z najpiękniejszych gotyckich świątyń w obszarze Morza Bałtyckiego. W trakcie II Wojny Światowej budowla mocno ucierpiała (zwłaszcza wnętrze, dach oraz wieża północna), ale została odbudowana, a ostatnie remonty przywróciły jej dawną świetność.
Nawa ma wysokość 32,5 metra, co sprawia, że jest to najwyższy sklepiony kościół w Polsce. Wnętrze kolegiaty jest aktualnie remontowane, ale i tak robi wrażenie swoim ogromem i zdobieniami.
Specjalne miejsce w kolegiacie zajmuje kaplica Mariacka. Wybudowano ją w formie ośmiokąta, poza główną bryłą kościoła. Nawet dach tej kaplicy jest zupełnie oddzielony od głównego dachu. Kolegiata uważana jest za jeden z najcenniejszych zabytków całego Pomorza Zachodniego.
Rzut oka na ulicę Kazimierza Wielkiego i kierujemy się na rynek.
Rynek Staromiejski to miejsce, w którym najlepiej widać smutne konsekwencje błędów przy odbudowie Starego Miasta. Przez wieki to miejsce nie tylko tętniło życiem, ale było ładnym placem, z urokliwymi kamienicami. W trakcie wojny praktycznie wszystkie kamienice zostały zniszczone. Ostały się tylko te dwie neobarokowe budowle. Poza nimi, i odbudowanym ratuszem, z pozostałych stron straszą koszmarne bloki.
Świetnym pomysłem było zrobienie na płycie rynku mozaiki, na której odwzorowano kamienice przy rynku, wedle stanu sprzed wojny.
W przypadku ratusza można było porównać wizerunek z mozaiki z oryginałem. Trzeba przyznać, że postarano się odwzorować wiele szczegółów i całość wyszła bardzo dobrze.
Tylko ujęcie rynku z tej jednej jedynek strony wzbudza pozytywne emocje 🙂
Budynek ratusza wzniesiono w XIII wieku, jednak później podlegał on licznym przebudowom i odbudowom. Po raz ostatni ratusz został doszczętnie zniszczony w trakcie II Wojny Światowej. Budynek odbudowano dzięki zachowanym planom i rysunkom. Dziś w ratuszu obraduje Rada Miejska oraz znajduje się sala ślubów.
Nad Kanałem Młyńskim wzniesiono w XV wieku bramę Młyńską. Jej charakterystyczna sylwetka była wykorzystywana we wzorach pieczęci i w starym herbie miasta, którego używano jeszcze w XX wieku. Ze względu na spełnianą funkcję, miejsce usytuowania oraz architekturę jest uznawana za zabytek wyjątkowy w skali europejskiej.
I jeszcze widok z Bramy Młyńskiej na Stare Miasto i mocno podniszczony budynek dawnego spichlerza. Oryginalny ceglany spichlerz wybudowano w 1685 roku, uległ zniszczeniu w trakcie wojny i odbudowano go w latach 1975-80. Po 40 latach nie wygląda najlepiej...
I na koniec spaceru po Stargardzie Nowy Młyn Wielki jako przykład architektury przemysłowej. Budowla powstała w latach 1921-22.
Jak się okazuje, nawet w takim niepozornym Stargardzie można ciekawie spędzić czas. Bez wyraźnego celu raczej byśmy tam nigdy nie trafili i nie mieli okazji zobaczyć kilku naprawdę ciekawych obiektów, w tym fascynującej Kolegiaty pw. NMP Królowej Świata. Szkoda, że ten średniowieczny charakter miesza się z PRL-owską zabudową, co znacznie zakłóca estetyczny odbiór tego miejsca.