Biskupin chcieliśmy odwiedzić już od jakiegoś czasu. Ciągle jednak coś stawało na przeszkodzie. Chcieliśmy też, aby nasze dzieci ciut podrosły i mogły więcej skorzystać z takiej wycieczki. W końcu się zebraliśmy, ale postanowiliśmy przy okazji odwiedzić nie tylko Muzeum Archeologiczne w Biskupinie, ale też przejechać się kolejką wąskotorową z Biskupina do Wenecji i zwiedzić dwie tamtejsze atrakcje. Pierwszą było Muzeum Kolei Wąskotorowej. Drugą ruiny XIV-wiecznego zamku.
Biskupin
Biskupin jest jednym z tych miejsc w Polsce, które powinno się odwiedzić. Stanowisko archeologiczne w Biskupinie jest jednym z najważniejszych w Polsce, ale i znaczącym w skali europejskiej.
Trzeba mieć jednak świadomość, że w Biskupinie nie zobaczymy pozostałości z osady sprzed mniej więcej 2700 lat, bo tak jest datowane powstanie osady. To, co jest zaprezentowane, to rekonstrukcje na podstawie wykopalisk.
Pierwsza kwestia - od kiedy żyli ludzie na tych terenach. Prawdopodobnie co najmniej od 10 tysięcy lat - na tyle datują się ślady po społeczności łowców reniferów. W okolicy znaleziono też ślady rolników sprzed 6 tysięcy lat.
Osada właściwa, którą znamy, z drewnianym murem dokoła, powstała w okolicach 750 r. p.n.e. Ustalono to na podstawie badań wieku drzew, użytych do budowy domów i muru.
Obecnie przyjmuje się, że osadę w Biskupinie założyli przedstawiciele kultury łużyckiej. Próbowano znaleźć dowody, że ci ludzie byli Słowianami lub przedstawicielami innych plemion, ale w sposób jednoznaczny nie udało się tego rozstrzygnąć.
Jak doszło do odkrycia tej osady w czasach współczesnych? Stało się tak dzięki obniżeniu poziomu wody w Jeziorze Biskupińskim. Lokalni mieszkańcy ujrzeli wówczas wyłaniające się z wody drewniane pale. Zainteresował się tym lokalny nauczyciel, Walenty Szwajcer, który powiadomił o odkryciu badaczy z Poznania.
Na zdjęciu uprawy roślin, które według archeologów uprawiali mieszkańcy Biskupina.
Jeszcze przed II Wojną Światową zorganizowano badania na dość szeroką skalę, potem wykopaliska kontynuowali Niemcy. Prawdopodobnie mieli nadzieję na znalezienie dowodów na germańskość tych ziem, ale jako że dość szybko zasypali znaleziska warstwą ziemi, należy domniemywać, że wyniki poszukiwań nie były satysfakcjonujące.
Po zakończeniu wojny badania kontynuowali polscy uczeni. Prace wykopaliskowe trwały do 1974 roku i udało się przebadać 3/4 osady. Po zakończeniu prac teren wykopalisk ponownie przykryto ziemią i torfem, aby cenne znaleziska przetrwały.
Co udało się ustalić przez kilkadziesiąt lat badań? Osada w Biskupinie zajmowała obszar około 2 hektarów i zamieszkiwało ją ok. 1000 osób.
W osadzie znajdowało się wedle różnych źródeł od 11 do 13 rzędów domów, połączonych ze sobą szczytami. Każdy dom miał ok. 80 m2 i mieszkało w nim od 7 do 10 osób. Łączna liczba domów w całym grodzie wynosiła ok. 106.
Wokół grodu wybudowano mur o długości 640 metrów, szerokości 3 metrów i wysokości 6 metrów.
Tak mogła wyglądać brama wjazdowa do osady.
Co ustalono dzięki wykopaliskom - przejścia między rzędami domów były wyłożone deskami.
Jak długo istniała osada w Biskupinie? Badania wskazują, że około 150 lat. Problemem dla osady stało się jezioro, a konkretnie podnoszący się coraz bardziej poziom wody.
Czym zajmowali się mieszkańcy Biskupina? Na pewno rolnictwem, rybołówstwem i zbieractwem, a ponadto rzemiosłem.
Schemat budowy grodu w Biskupinie nie jest wyjątkowy. Na terenach Polski i Niemiec znaleziono resztki kilku innych grodów kultury łużyckiej, który miały bardzo podobny układ domów i ulic. Biskupin jest wyjątkowy pod tym względem, że tu gród zachował się zdecydowanie najlepiej.
Odkryte domy były do siebie bardzo podobne. Świadczy to o jednolitej strukturze społecznej ówczesnych mieszkańców Biskupina. Nie było warstwy wyższej i warstwy niższej.
Choć wiele zagadek udało się archeologom rozwiązać, to wiele pytań nadal pozostaje otwartych.
Nic nie wiadomo choćby o tym, jakie były zwyczaje pogrzebowe, gdzie grzebano mieszkańców osady. Nie znaleziono cmentarza, ani nawet pojedynczych grobów.
My byliśmy w Biskupinie w środku lata. Wówczas przy wielu chatach rozstawione są stanowiska rzemieślników, którzy nie tylko prezentowali, jakie wyroby potrafili wytworzyć dawni mieszkańcy, ale też odpowiadali na pytania ciekawskich turystów.
Skansen w Biskupinie był też miejscem kręcenia scen do takich filmów jak np. Ogniem i Mieczem czy Stara Baśń.
No proszę, już 2700 lat temu ludzie potrafili wyrabiać takie zgrabne rzeczy.
Ciekawe, że taki w sumie dość solidny gród ludzie, którzy tu niegdyś mieszkali, potrafili postawić te 2700 lat temu, a przez kolejne co najmniej 1500 lat nie potrafiono wymyślić nic lepszego. Przynajmniej na tych ziemiach.
Doceniamy, że pogoda tego dnia z nami współpracowała, było ciepło i słonecznie.
Na koniec naszej wizyty w Biskupinie obeszliśmy stanowiska rzemieślnicze.
Ten pan, operujący na instrumentach muzycznych wzbudził u naszych chłopaków największe zainteresowanie. Trzeba przyznać, że dźwięk z rogów, zwłaszcza zagrany niespodziewanie, potrafił spowodować, że można było aż podskoczyć z wrażenia :).
Czas na małe podsumowanie. Biskupin jest miejscem ciekawym, tak dla dzieciaków, jak i dorosłych. Warto przeznaczyć na zwiedzanie tak ze 3 godziny, bo po pierwsze jest tu trochę chodzenia, a po drugie różnych miejsc i zakamarków, w które warto zajrzeć jest sporo.
Na tym kończy się nasza wizyta w Biskupinie, ale to nie był koniec atrakcji tego dnia. Kursuje tutaj kolej wąskotorowa ze Żnina przez Biskupin, Wenecję do Gąsawy. My chcieliśmy pojechać do Wenecji...
... w której znajduje się Muzeum Kolei Wąskotorowej oraz pozostałości zamku obronnego z XIV wieku.
Wenecja
Czas na jazdę do Wenecji. Jeśli ktoś zastanawia się, skąd jakaś mała wioska (obecnie z 300 mieszkańcami) pod Żninem nosi nazwę Wenecja, to służymy wyjaśnieniem, które jest proste i logiczne. Otóż kiedyś wieś ta nosiła nazwę Mościska, ale niejaki Mikołaj Nałęcz w XIV wieku studiował w Wenecji, tej bardziej znanej, i po powrocie postanowił zmienić nazwę jednej ze swoich wsi na Wenecja.
Jak na małą wioskę, Wenecja ma naprawdę sporo atrakcji. Jedną z nich jest widoczny na zdjęciu XIV-wieczny zamek obronny.
A drugą, dla nas najciekawszą, Muzeum Kolei Wąskotorowej. Otwarto je w 1972 roku, a od tego czasu zbiory jeszcze się powiększyły. Pomysłodawcą muzeum był inżynier Tadeusz Rządkowski.
Muzeum to uważane jest za jeden z największych tego typu obiektów w Europie - a wyspecjalizowało się w kolei wąskotorowej o rozstawie 600 mm.
Chłopcy po obejrzeniu dziesiątek odcinków bajki "Tomek i przyjaciele" doskonale wiedzieli, że to jest obrotnica :).
Aktualnie na stanie muzeum jest 17 lokomotyw i około 100 wagonów. Najstarszym eksponatem jest wagon pocztowy z 1888 roku, natomiast najstarszą lokomotywą jest Berlinka z 1899 roku.
Za najcenniejszy eksponat uważana jest inna lokomotywa, o nazwie Belgijka. Wyprodukowano zaledwie 12 sztuk tych lokomotyw, do dziś ostały się tylko dwie. A egzemplarz z Wenecji jeździł w... Kongu Belgijskim.
Podstawą w tego typu muzeach jest to, by można było wszędzie wejść, dotknąć, usiąść. Muzeum w Wenecji to zapewnia.
Są też w Wenecji eksponaty znacznie młodsze. Jedna z lokomotyw powstała już po II Wojnie Światowej i przez długie lata pracowała w pobliskiej cukrowni w Żninie.
Co ciekawe, powstanie muzeum w 1972 roku przyczyniło się do reaktywacji kolejki wąskotorowej ze Żnina do Gąsawy, co nastąpiło 4 lata później.
Ten wagon wyglądał nad wyraz porządnie, może to pierwsza klasa?
Jeśli czegoś brakowało w tym muzeum, to kogoś, kto by trochę poopowiadał jakichś ciekawych historii.
Ale bez wątpienia jest to miejsce, do którego warto wstąpić, tym bardziej, jeśli połączy się to z przejazdem kolejką.
W Wenecji oprócz muzeum i zamku są jeszcze inne zabytki - neogotycki kościół oraz dwór klasycystyczny z XIX wieku, ale siły mieliśmy już tylko na ruiny zamku :).
Okazało się, że ruiny zamku można przejść w 15 minut :). Zamek został zbudowany za czasów Kazimierza Wielkiego. Gdy Polsce zagrażali Krzyżacy, był on dość istotny, jednak po zlikwidowaniu zagrożenia krzyżackiego zamek stracił na znaczeniu.
W XVI wieku został częściowo rozebrany, a w XIX wieku dodatkowo wysadzony. To miejsce polecamy tylko miłośnikom zamków i to raczej przy okazji zwiedzania Biskupina, a nie jako samodzielny cel :). I na tym kończymy naszą wędrówkę po Wenecji.
Okazało się, że jest to wycieczka na większą część dnia. Biskupin jest dość rozległy i spokojne przejście po całym grodzie wymaga nieco czasu. Gdy dodać do tego przejażdżki kolejką w dwie strony (częstotliwość kursów to półtorej godziny), niespieszne zwiedzenie Muzeum Kolei Wąskotorowej i znacznie szybsze przejście przez zamek w Wenecji, to zrobiło się już późne popołudnie. Był to dobrze spędzony czas i wracaliśmy do domu zadowoleni.